statsy

poniedziałek, 28 września 2009

Podatki i ludzka natura

Ephraim Kishon (fotka stąd)


Książkę tę poświęcam anonimowym ofiarom zwycięstwa poronionej idei podatku dochodowego, urzędnikom w służbie fiskusa, którzy dzień w dzień muszą wykonywać najbardziej absurdalne akty prawne i tym sposobem przeżywają te same męki, co ich klienci
.

Takie motto do swojej książki napisał Ephraim Kishon, taki jeden lewak, który w ogóle jest za podatkami pobieranymi przez państwo. Książka zaczyna się tak:

Nie, w tej książce nie chodzi o drobiazgi. Absolutnie.

Chodzi tu o najbardziej spektakularną klapę naszego stulecia, o nieporozumienie, przez które połowa ludzkości najzupełniej legalnie skazana jest na działalność w podziemiu. Mam na myśli magiczne słowo z dziedziny fiskalnej, które czyni z oszusta anonimowego bohatera, legalistę zaś zamienia w tchórzliwego psa. Mowa tu o kompromitującej wpadce aparatu państwowego, znanej pod nazwą podatku dochodowego i od wynagrodzeń, który pozostaje w oburzającej sprzeczności z ludzką naturą.

Tego, co napisał Kishon, nie rozumie 99,99999999657999999% lewaków, a może i więcej. 99,9999945459999% lewaków, a może i więcej, w ogóle nic nie rozumie z dziedziny podatków. Co mają zrobić co bardziej kumaci lewacy, żeby nie przyznać, iż instytucja podatku dochodowego czyni z oszusta anonimowego bohatera, a zwłaszcza, że legalistę zamienia w tchórzliwego psa i że podatek dochodowy stoi w oburzającej sprzeczności z ludzką naturą? Ano mają jedno wyjście - mogą utrzymywać, że nie ma czegoś takiego, jak ludzka natura.

piątek, 25 września 2009

Problem czytelnictwa

Na TVP KULTURA właśnie leci taki program, w którym dziennikarz gada z Agnieszką Holland, Bogdanem Zdrojewskim oraz Michałem Boni. No i ten dziennikarz pyta swoich rozmówców: - Co zrobić z problemem czytelnictwa? Ludzie nie czytają książek!

Odpowiadam: - No jak to, kurwa, co? Wprowadzić prawo nakazujące czytanie tylu a tylu książek w takim i takim terminie i przeprowadzać państwowe egzaminy - jak ktoś nie przeczyta tego, do czego jest zobowiązany, niech płaci ustawowe kary albo niech idzie do pierdla.

środa, 23 września 2009

Twórczość Ewy Soleckiej

Leski zamieścił fragmenty ustnego uzasadnienia dzisiejszego wyroku w sprawie, w której Alicja Tysiąc ściga Gościa Niedzielnego. Autorką uzasadnienia jest sędzina Ewa Solecka. Oto, co Solecka powiedziała:

Nie można w kategorii prawda/fałsz oceniać wielokrotnie powtarzanego w „Gościu Niedzielnym” nazywania aborcji zabijaniem dzieci. Proszę Państwa, z reguły nie budzi wątpliwości, że przypisywanie komuś intencji pozbawienia kogoś życia, popełnienia czynu przestępczego, jakim jest zabójstwo, to postawienie konkretnego, faktycznego oskarżenia, które podlega weryfikacji – jest prawdziwe lub fałszywe. W niniejszym przypadku mamy jednak do czynienia z sytuacją, gdy słowu „zabójstwo” każda ze stron przypisuje nieco inną zawartość pojęciową, odnosi je do innej sytuacji, a sposób rozumienia tego pojęcia jest zdeterminowany przez poglądy religijne pozwanych.

Babka powiada, że postawienie oskarżenia o zabójstwo podlega weryfikacji, ale w tym przypadku każda ze stron co innego rozumie pod pojęciem "zabójstwo". OK, ale co z tego? Co z tego, że ludzie rozmaicie rozumieją termin "zabójstwo"? Sąd nie powinien bawić się w gry językowe, tylko stwierdzić, czy aborcja jest zabójstwem, czy nie jest. Czy jeśli jakiś fan River Plate zabije fana Santosu, po czym stwierdzi, że on pod termin "zabójstwo" nie podciąga pozbawienia życia fana Santosu, to Solecka kibola River Plate uniewinni? Dalej - twierdzenie, że rozumienie pojęcia "zabójstwo" jest zdeterminowane przez poglądy religijne pozwanych nie zostało udowodnione. Skąd ta babka, która dostała robotę w sądzie wie, że rozumienie pojęcia "zabójstwo" jest zdeterminowane przez poglądy religijne pozwanych? A może było tak, że wybór religii dokonany przez pozwanych był zdeterminowany ich poglądami?

Solecka dalej mówi tak:

Dla kogoś, kto nie wyznaje zasad religii katolickiej lub w tym zakresie nie zgadza się z doktryną Kościoła katolickiego, zabieg przerwania ciąży nie jest zabiciem człowieka i z tego powodu stwierdzenie, że osoba, która aborcję wykonała, dopuściła się zabójstwa, jest dla kogoś o innym niż katolicki poglądzie nie do przyjęcia, niezgodne z prawdą i obraźliwe.

No i co z tego, iż stwierdzenie, że osoba, która aborcję wykonała, dopuściła się zabójstwa, jest dla kogoś o innym niż katolicki poglądzie nie do przyjęcia, niezgodne z prawdą i obraźliwe? Jakie to ma znaczenie? Np. dla mnie stwierdzenie, że podatki nie są kradzieżą jest stwierdzeniem niezgodnym z prawdą, stwierdzeniem nie do przyjęcia i stwierdzeniem obraźliwym. I co - w związku z tym mogę nie płacić podatków?

I znowu Solecka:

Zdaniem sądu, w tym przypadku zaistniała sytuacja uniemożliwiająca zakwalifikowanie tych sformułowań do kategorii oświadczeń o faktach. Nie da się ich bowiem zweryfikować w odniesieniu do jednolitego, powszechnie uznanego i niekwestionowanego miernika prawdy lub fałszu. Podstawą takiej weryfikacji musiałoby być rozstrzygnięcie kwestii początku istnienia istoty ludzkiej, która wymyka się ocenom naukowym i wszelkim obiektywnym odniesieniom, a pozostaje w domenie wiary i przekonań.

To już są jaja do kwadratu. Oto bowiem Solecka mówi, że nie da się naukowo stwierdzić, od kiedy to istnieje istota ludzka. OK, niech Soleckiej będzie - nie da się. Ale jeżeli nie da się stwierdzić, to jakim cudem Solecka wie, że Gość Niedzielny nie ma racji, kiedy utrzymuje, że aborcja to zabójstwo? Ocenom naukowym wymyka się np. to, czy Pan Bóg stworzył świat, czy też może był Big Bang. I co - czy Solecka jest skłonna skazać kogoś, kto twierdzi, że Pan Bóg nie stworzył świata, tylko, że był Big Bang?

To jest masakra, po prostu masakra. Byłoby świetnie, gdyby sąd wyższej instancji poważnie podszedł do sprawy, ale nie wiemy, czy tak będzie. Ja mam nadzieję, że będzie. Poważnie - mam taką nadzieję. Bo co innego mi pozostaje?

------------------------------

DOPISEK

Na ten temat napisał Free Your Mind i dał w tekście kapitalne zdanie:

Skoro bowiem aborcja nie jest zabiciem dziecka, to powstaje pytanie, dlaczego po aborcji dzieci nie żyją?

Pasożytnicze mameje

Pod tekstem Artura znalazłem ten oto cytat z takiego jednego lewaka:

I nie zrozum mnie źle, ja nie jestem oponentem koncepcji przenoszenia ciężaru zapewnienia bezpieczeństwa na finansowany z przymusowych podatków system; wręcz przeciwnie – ja sam jestem “wrażliwą społecznie” pasożytniczą mameją, będącą tego systemu beneficjentem i de facto od niego uzależnioną (mini-linczu na złodziejach raczej nie byłbym w stanie wykonać/zorganizować). Tyle, że ja nie ukrywam, że się tego wstydzę.

Po czym napisałem:

To jest symptomatyczne wyznanie. Cały bowiem problem z lewakami polega na tym, że ich pomysł, choćby nie wiem jak idealistyczny, choćby nie wiem jak moralny, choćby nie wiem jak przepełniony troską o drugiego człowieka, opiera się na tym, że lewacy MUSZĄ zabierać jednym ludziom po to, aby dawać innym, w tym sobie oczywiście, ale mniejsza teraz o to. Istotne jest tylko jedno - lewacy MUSZĄ prowadzić redystrybucję, innego pomysłu nie mają. I zapewne niejeden lewak zdaje sobie z tego sprawę i, jak stoi w zacytowanym fragmencie, jest mu wstyd. Do tego, jak się wydaje, wielu lewaków wkurwia się z tego powodu, że gdyby nie policyjne pały stojące za nimi, byliby szarymi ludkami. Wymyślają więc rozmaite usprawiedliwienia, takie jak sprawiedliwość społeczna, tyle, że te usprawiedliwienia wymyślają głównie dla siebie. Cały ten lewacki projekt oparty jest na dwóch filarach: zawiści i strachu. Właśnie tak - ZAWIŚCI i STRACHU.

Nie da się obalić twierdzenia, że lewacki projekt opiera się na redystrybucji. Lewactwo, zgodnie ze swoją wiarą, utrzymuje (przynajmniej oficjalnie), że redystrybucja jest konieczna po to, aby zapewnić godne warunki życia ludziom, którzy sobie wystarczająco nie radzą. Jednocześnie lewactwo twierdzi, że większość ludzi chce lewackiego systemu, czego dowodem ma być to, że ludzie w demokratycznych wyborach wybierają lewaków. Tu warto postawić pytanie: skoro lewaków, wrażliwych społecznie, troszczących się o innych itd. jest tak wielu, że są w stanie przeforsować swój system, to dlaczego ta masa ludzi sama, z dobrej woli, nie zatroszczy się o tych, którzy troski potrzebują? Dlaczego ci wrażliwi ludzie potrzebują zabierać kasę wszystkim, także tym, którzy mają odmienne od lewaków poglądy? Dlaczego lewactwo, dążąc do dobra, tak jak lewactwo je pojmuje, stosuje przymus? Otóż wynika to z dwóch rzeczy: ze strachu i z zawiści. Ze strachu przed tym, że gdyby dać ludziom nieco więcej wolności, to raz dwa roznieśliby ten lewacki sytstem w strzępy. Z zawiści, że niektórzy doskonale sobie radzą nie oglądając się na innych. Mówiąc krótko - lewactwo chce czynić dobro, ale tylko na cudzy koszt. To jest istotna cecha lewactwa - żyć na cudzy koszt.

Platon pokazał cztery rodzaje doskonałej cnoty, czyli: umiarkowanie (sophrosine), męstwo (andreia), mądrość (sophia) oraz dikaiosyne, czyli cnotę sprawiedliwości, polegającą na umiejętności kierowania każdą częścią duszy w ten sposób, aby spełniały one tylko i wyłącznie funkcje im właściwe. Gdyby lewactwo chciało ćwiczyć się w nabywaniu cnót wskazanych przez Platona, robiłoby to tak:

Sophrosine - lud, który jest suwerenem, je kawior i pije szampana ustami swoich przedstawicieli.

Andreia - elita lewactwa bardzo mężnie trzyma lud za pysk, mając za sobą argument w postaci policyjnych pał.

Sophia - lewactwo hoduje mądrych intelektualistów, którzy z kolei zamulają mózgi ciemnemu ludowi.

Dikaiosyne - w związku z tym, że lewactwo w duszę nie wierzy, to chodzi na siłownię, do solarium, robi sobie manicure i pasjami gra w piłkę nożną.

wtorek, 22 września 2009

Co mają lewaki

Od niepamiętnych czasów mamy rządy lewackie. Rządy lewackie przynoszą rozmaite skutki, a jednym ze skutków jest to, że lewakom podoba się wszystko, co zrobią lewackie rządy (wyjątkiem są niektóre rzeczy, które zrobił lewacki rząd PiS-u, ale tu idzie o to, że lewackie gazety i TV wytłumaczyły lewakom, iż lewacki rząd PiS-u, nazywany rządem prawicowym lub katofaszystowskim, robi źle). Kiedy lewacki rząd obniży akcyzę na wódę, to lewaki cieszą się i twierdzą, że jak akcyza będzie niższa, to ludzie będą więcej wódy kupować "legalnie", więc w ostatecznym rozrachunku rząd zbierze więcej kasy niż zebrałby, gdyby akcyza była wyższa. Kiedy lewacki rząd akcyzę na wódę podwyższy, to lewaki szaleją z radości, bo, ich zdaniem, większe będą wpływy do budżetu. Gdy lewacki rząd jakąś firmę prywatyzuje, to lewaki nie posiadają się ze szczęścia, bo prywatyzacja zasili budżet. Kiedy znowu lewacki rząd firmy nie prywatyzuje, to lewaki są w siódmym niebie, albowiem konieczność dziejowa wymaga, żeby firmą zawiadywał rząd.

Jak się nazywa to coś, co mają lewaki?

poniedziałek, 21 września 2009

Zapłakał

Znałem kiedyś takiego fest twardziela, gościa, który walczył na wojnie, został wywieziony w głąb Sojuza, tam był w obozie, udało mu się wrócić, w Polsce dostał w dupę od komuny itd., ale nie zgorzkniał. Założył rodzinę, miał wnuki. Słabo go znałem, tylko trochę. Stary był. Palce miał powykrzywiane od artretyzmu ale jeszcze cuda robił z drewna, bo stolarzem był. Kiedyś przyfilowałem w kościele, jak ten Rambo, ale taki prawdziwy, z krwi i kości, w Wielkim Tygodniu klęczał sobie w ławce i pociskał różaniec. Wielki Tydzień to najpiękniejszy czas. Ludzie w kościele przesiadują sobie po nocach, przy grobie, przed kościołem spotykają się i gadają. To najpiękniejszy czas. No i ten Rambo pociskał różaniec. I płakał. Krótko płakał. Trochę popłakał, zaraz oczy wytarł, nos wysmarkał i już nie płakał.


-------------------------------------------


To napisałem, bo przeczytałem tekst Artura - zobaczcie Nicponiowy komentarz pod poprzednią notką. Jak przeczytałem, to pomyślałem sobie, że dołożę swoją historię o tych, którzy płakali.

piątek, 18 września 2009

Zaświat

Barbara Skarga
(fotka stąd)

Barbara Skarga była dla mnie pięknym człowiekiem, który miał PASJĘ. Ładnie pisała. W tekście Mój świat pomieszczonym w książce Tercet metafizyczny, napisała tak:

Granice. Kiedy pada to słowo, natychmiast budzi się myśl, a co jest poza nimi? Ten, co świat stworzył? Czy jakaś inna zupełnie przestrzeń, jakiś antyświat, o którym zgoła nie mamy pojęcia, ale który może istnieje, skoro kosmologia mówi o "brzegu". Nie o kosmologię mi jednak chodzi, raczej o to dziwne przeświadczenie człowieka, że musi być coś poza, coś niezmiernie ważnego. Człowiek żyje w relacji do tego, co jest światem, i do tego, co jest poza światem, i tę drugą relację najczęściej zawłaszcza religia, kreśląc kształt owego "poza" i dyktując odpowiednie postępowanie, dla którego tezą podstawową jest to, że całe istnienie w świecie powinno podporządkować się myśli o "zaświecie". Tu jesteśmy chwilę, tam wiecznie.

Barbara Skarga w zaświecie jest od dzisiaj.