statsy

wtorek, 26 czerwca 2012

W naszym kraju

W naszym kraju niektóre tresowane tygrysy istnieją, jakkolwiek nie istnieją niektóre żółte tygrysy.

Niektórzy mówią, że to dobrze, niektórzy mówią, że to źle.

Tu muszę być precyzyjny, bowiem w naszym kraju istnieją cztery klasy ludzi, którzy zajmują stanowisko zarówno w kwestii istnienia tygrysów tresowanych, jak i w kwestii istnienia żółtych tygrysów:

A. Ludzie, którzy mówią, że to dobrze, iż naszym kraju niektóre tresowane tygrysy istnieją, i że to dobrze, iż w naszym kraju nie istnieją niektóre żółte tygrysy.

B. Ludzie, którzy mówią, że to źle, iż naszym kraju niektóre tresowane tygrysy istnieją, i że to źle, iż w naszym kraju nie istnieją niektóre żółte tygrysy.

C. Ludzie, którzy mówią, że to dobrze, iż w naszym kraju niektóre tresowane tygrysy istnieją, ale źle, że w naszym kraju nie istnieją niektóre żółte tygrysy.

D. Ludzie, którzy mówią, że to źle, iż w naszym kraju niektóre tresowane tygrysy istnieją, ale dobrze, że w naszym kraju nie istnieją niektóre żółte tygrysy.

W naszym kraju przedkłada się czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane, ponad cele odległe.

Niektórzy mówią, że to dobrze, niektórzy mówią, że to źle.

Matka dziecka, która nie jest w stanie kupić dziecku leków mówi, że to źle.

Ta matka mówi, że to źle, jakkolwiek mówiąc, że to źle, kiedy czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane przedkłada się ponad cele odłegłe, wychodzi z punktu, w którym utrzymywała, że dobrze jest ponad cele odległe przedkładać czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane.

Ta matka teraz jest bardzo daleko od punktu, w którym utrzymywała, że dobrze jest ponad cele odległe przedkładać czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane. Tej matki nie interesują teraz czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane. Ona ich w ogóle nie widzi. Powiem to jeszcze raz: ona w ogóle ich nie widzi. A cele odległe widzi? Tak, widzi, i dlatego ma kłopot, bo w naszym kraju przedkłada się czułe oznaki wiosny i ptaki skromnie odziane, ponad cele odległe.

Teraz dam groźby niekaralne.

Groźba pierwsza:

Jeżeli Bartek (BD) nie pochwali mnie za ten tekst, to aż do soboty nie wyślę Mu ani jednego sms-a, nawet w darmowej taryfie.

Groźba druga:

Jeżeli za ten tekst nie pochwali mnie Coryllus, to dzisiaj, aż do północy, nie przeczytam ani jednego Jego tekstu, które wiesza u Nicka, a do tej pory czytam wszystkie i niektóre bardzo lubię.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Posypywanie truskawek

Wirtualna Polska donosi:

Po drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej Centrum Badania Opinii Społecznej po raz kolejny zapytał Polaków o opinie na ten temat.

Nie bardzo precyzyjny jest to tekst, bo z tekstu nie wynika, o jaki temat chodzi, ale mniejsza z tym – wiadomo, co redaktor wp.pl chciał powiedzieć. CBOS zadał ludziom takie pytanie:

Czy uważa pan(i), że prezydent Lech Kaczyński mógł ponieść śmierć w wyniku zamachu?

Ludzie różnie odpowiadali, a wyniki ankiety są takie:

zdecydowanie nie: 38%
raczej nie: 25%
raczej tak: 17%
trudno powiedzieć: 12%
zdecydowanie tak: 8%

Wygląda na to, że jedyni przytomni to ci, których jest 8% i którzy odpowiedzieli, że tak, zdecydowanie tak, Lech Kaczyński mógł zginąć w zamachu. Ci, którzy twierdzą coś innego niż to, że Lech Kaczyński zdecydowanie mógł zginąć w zamachu, muszą wybrać jedno z dwóch poniższych twierdzeń albo obydwa te twierdzenia:

- nie jest możliwe, żeby Lech Kaczyński zginął w zamachu, bo nie było możliwe przeprowadzenie zamachu na Lecha Kaczyńskiego
- nawet gdyby przeprowadzono zamach na Lecha Kaczyńskiego, to nie jest możliwe, żeby Lech Kaczyńśki w tym zamachu mógł zginąć.

Mnie się wydaje, że zarówno twierdzenie, iż nie było możliwe przeprowadzenie zamachu na Lecha Kaczyńskiego, jak i twierdzenie, wedle którego nawet gdyby zamach na Lecha Kaczyńskiego został przeprowadzony, to Lech Kaczyński nie mógł w tym zamachu zginąć, nie mają jakichkolwiek podstaw poza metafizycznym przekonaniem tych, którzy takie twierdzenia głoszą. No ale ja jestem wariat i zamiast gównem, posypuję truskawki cukrem.

sobota, 23 czerwca 2012

Nie dlatego A, że B, tylko dlatego B, że A


W salonie24 na odcinku wmawiania publiczności, że ci, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości w kwestii śmierci generała Sławomira Petelickiego to głupki, uaktywnił się Wojciech Sadurski. Jak się Sadurski uaktywnił, to na odcinku napadania na Sadurskiego uaktywniło się wielu blogerów. Ci blogerzy na Sadurskiego się wściekają, o nim niepochlebne rzeczy piszą, a że Sadurski za bardzo z blogerami gadać nie chce (pod notką Nie wierzę w samobójstwo... są 282 komentarze, z czego jeden komentarz Sadurskiego), to blogerzy wściekają się jeszcze bardziej.

Ja uaktywniłem się na odcinku zadania pytania Sadurskiemu. Pod tekstem Nie wierzę w samobójstwo..., w którym to tekście Sadurski wyśmiewa miłośników teorii spiskowych, wedle których to teorii istnieją zjawiska takie, jak tajemnicze mordy czy zabójstwa, zadałem takie pytanie:

No dobrze, ale Pan w ogóle wierzy w to, że czasami jacyś ludzie zabijają innych ludzi, czy Pan w takie rzeczy nie wierzy?

Rzecz jasna Sadurski na moje pytanie nie odpowiedział i w ten sposób zakończyłem swoją aktywność na wspomnianym odcinku.

A znowu kokos26 zacytował fragmenty tekstów Sadurskiego napisanych z okazji śmierci Andrzeja Leppera, pierwszej rocznicy Smoleńska i wypowiedzi Kazimierza Kutza, który nawiązując do raportu Kaliszowej komisji, o JarKaczu i Ziobrze powiedział: Oni zamordowali niewinną kobietę.

kokos26 swój tekst kończy tak:

Jednym słowem dla profesora Sadurskiego są na tym świecie ohydztwa, polityczne rozbebeszanie, wyrażanie pogardy. Z drugiej zaś strony jeżeli już jest coś na rzeczy to zaledwie hiperbole, parabole i interpretacje.

Ludzie, którzy wściekają się na Sadurskiego, wściekają się, że tak powiem, na jałowym biegu. Bokser wagi ciężkiej walący w worek treningowy rzetelnie pracuje, ale bokser uderzający z całą siłą w watę cukrową pracuje na jałowym biegu - treningowa praca boksera wtedy ma sens, kiedy bokser wali albo w odpowiednio masywny worek, albo w stosownego sparingpartnera.

Wściekać się w związku z tym, że ktoś coś powiedział albo napisał, i w ogóle brać na warsztat to, co ktoś powiedział lub napisał, można na dwa sposoby - albo koncentrując się na samej wypowiedzi, albo na szerszym kontekście. Zauważcie, że nikt przytomy nie dyskutuje z takimi postaciami jak Kora, Doda, Kuba Wojewódzki czy Michał Sutowski, ten z Krytyki Politycznej. Owszem, czasami zdarza się, że warto zająć się kontekstem, określonym, istotnym kontekstem, związanym z jakąś wypowiedzią wspomnianych osób (w przypadku Sutowskiego są to głównie teksty, w przypadku Kory, Dody czy Wojewódzkiego - wypowiedzi ustne), ale Kora, Doda, Wojewódzki czy Sutowski w tym kontekście, określonym, istotnym kontekście, zajmują mało znaczącą pozycję, bo niby jakim cudem mogliby zajmować pozycję znaczącą? Czasami znowu tak jest, że na tapetę trzeba wziąć samą wypowiedź, bo jest ważna, bo ma duży ciężar gatunkowy, bo autor tej wypowiedzi jest kimś znaczącym - w określonym, istotnym kontekście. A kto, na ten przykład, jest (lub był) znaczący w kontekście, który mam na myśli? Ano ś.p. Janusz Kochanowski. I Barbara Fedyszak-Radziejowska. I Adam Michnik.

***

W książce Bogusława Wolniewicza Filozofia i wartości, jest tekst zatytułowany W sprawie kary głównej, który zaczyna się tak:

Z powodu mojej wypowiedzi o karze śmierci ("Życie", 30 stycznia 2001) nieznany mi skądinąd p. Wojciech Sadurski próbuje mnie oczernić ("Rz", 1 lutego 2001). Uraziło go moje zdanie, że przeciwnicy tej kary niszczą ludzkie poczucie sprawiedliwości i stają się przez to współwinni narastającej fali zbrodni. (...) Sadurski pyta mnie retorycznie, czy "ci, którzy się sprzeciwiają cenzurze obyczajowej czasopism, są współwinni demoralizacji nieletnich" - jakby nie rozumiał, że oczywiście są. Może naprawdę nie rozumie, mniejsza z tym.

Otóż Sadurski to nie worek treningowy, ani nie stosowny sparingpartnetr, tylko wata cukrowa, a to dlatego, że Sadurski podstawowych spraw najzwyczajniej w świecie nie rozumie. Być może napiszę dłuższy tekst o tym, kto to liberałowie, a kto to - wedle terminologii triariusa - leberałowie i czy liberał musi zostać leberałem (już trochę ten tekst Nickowi zapowiedziałem, ale nie, że całkiem zobowiązująco :-), na razie jednak zakończę notkę tą oto tezą: Sadurski nie dlatego nie rozumie najprostszych rzeczy, że jest leberałem (a jest), tylko dlatego jest leberałem, że nie rozumie najprostszych rzeczy.

środa, 20 czerwca 2012

Tragikomedia

Nawet TVN24 donosi o tym, że prokuratura zleciła CBA prowadzenie śledztwa w sprawie ewentualnych wałków przy budowie autostrady A2. W walterowni i innych reżimowych mediach muszą mieć niezłą schizę przy okazji podawania takich wiadomości. No bo z jednej strony źle, że w państwie rządzonym przez Tuska cokolwiek mogłoby być nie tak, ale z drugiej strony w państwie rządzonym przez Tuska sprawnie działają prokuratura i CBA. Taka schiza występuje za każdym razem: dobrze to, że w Tuskolandii ludzi się nie morduje, tylko sami się zabijają, czy może źle, że aż tylu ich się zabija? Czy to dobrze, że w Smoleńsku nie było zamachu, czy może źle, że Tuskolandia nie potrafiła ochronić tego samolotu nawet wtedy, kiedy na samolot nikt się nie zamachnął?

Reżimowe media od paru lat są w bardzo trudnej sytuacji, bo nie jest łatwo, zamiast rzetelnego podawania informacji,  mówić o czymś tak, żeby osiągnąć zamierzony efekt - co prawda tuskowa publiczność nie jest za bardzo wymagająca, ale ta publiczność się kruszy, jest jej coraz mniej i trzeba coraz bardziej się narobić, żeby stosowny kit skutecznie sprzedać odpowiednio dużej części ludu, który jest suwerenem. Co prawda o pewnych rzeczach można nie mówić (jak choćby o śmierci Jerzego Pronobisa, który być może popełnił samobójstwo trzy dni po tym, jak samobójstwo popełnił Sławomir Petelicki), niemniej jednak o innych mówić trzeba, bo tego, o czym reżimowe media najchętniej by nie mówiły, najzwyczajniej w świecie jest za dużo.

Żyjemy w kraju, w którym ludzie publicznie wygłaszają oświadczenia o tym, że nie zamierzają popełnić samobójstwa, a Krazue rysuje coś takiego:



Oczywiście czegoś takiego nie rysuje Mleczko.

Żyjemy w kraju, w którym celebryta powiada w telewizji rządowej, że dla niego Smoleńsk jest materiałem na tragikomedię.

Żyjemy w kraju, w którym drogi nie zostały zbudowane, a firmy zatrudnione do budowy bankrutują, bo nie dostały pieniędzy za swoją pracę. Żyjemy w kraju, w którym miliony ludzi nie rozumieją, że co prawda dróg nie pobudowano, kasy ludziom nie zapłacono, ale ta kasa gdzieś jest, bo przecież nikt nie spalił kilkuset kilogramów czy kilku ton banknotów.

W najnowszych PRESSJACH Wojciech Jakóbik omawia 29. numer Krytyki Politycznej poświęcony Chinom, no i przy okazji referowania tekstu Hui Wanga, który pisze o tym, że w Chinach doszło do opisywanej przez Carla Schmitta neutralizacji idei przez kapitał, stawia następujące pytanie: Czy pod tym względem Chiny nie są podobne do Polski? Czy i u nas nie obowiązuje umowa zakładająca, że władza będzie miała pełną swobodę działań, o ile pozwoli obywatelom na swobodne bogacenie się?

Podkreśliłem sobie to zdanie Jakóbika i opatrzyłem je śmieszkiem, o tak:

Swobodne bogacenie się - no rewelacja! Ciekawe kiedy ci wszyscy biedni ludzie, którzy nie rozumieją niczego z otaczającego ich świata, dla których Smoleńsk jest materiałem na tragikomedię, i którzy jednego tylko chcą: aby im pozwolono swobodnie się bogacić, zakumają, jak się sprawy mają naprawdę i że sami są materiałem na tragikomedię? Po tym, jak im dowalą katastralny czy wtedy też nie?

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Cud

David Hume był wielkim twardzielem, bo każdy empirysta to wielki twardziel. No i ten twardziel Hume w swoim dziele zatytułowanym Badania dotyczące rozumu ludzkiego jeden rozdział poświęcił cudom. Ho, ho, ho! - możecie sobie pomyśleć - pewnie teraz wyrus napisze, jaki to ten Hume głupi, że aż cały rozdział poświęca nieistniejącemu takiemu x, że x całym tym cudem jest.

Ja jednak tak nie napiszę, bo powtarzam - Hume był empirystą, czyli twardzielem, i co tam sobie prywatnie myślał, to myślał, ale w swoich pismach starał się być rzetelny i istnienia takiego x, że x jest cudem nie wykluczył, natomiast stwierdził, że właściwie nie idzie rozpoznać czy zaszło takie x, że x jest cudem.

Wywód Hume'a, posługując się cytatami, można streścić w taki oto sposób: cud jest zakłóceniem praw przyrody, które to prawa opierają się na niewzruszonym i niezmiennym doświadczeniu, z czego wynika, że sama natura dostarcza nam najpełniejszego z możliwych dowodu przeciwko występowaniu cudów, czyli dowodu z doświadczenia. Istota argumentacji Hume'a zawarta jest w tych twierdzeniach:
1. Musi istnieć jednostajne doświadczenie przemawiające przeciw każdemu zdarzeniu cudownemu; inaczej zdarzenie nie zasługiwałoby na tę nazwę.

Moja eksplikacja tego twierdzenia: żeby uznać za cud to, że Stefan Niesiołowski przyszedł do jakiegoś programu w telewizji i w tym programie nie nawyzywał ludzi, moglibyśmy tylko wtedy, gdybyśmy nie mieli takiego jednostajnego doświadczenia, że Stefan Niesiołowski zawsze wyzywa ludzi.
2. Ponieważ jednostajne doświadczenie ma znaczenie dowodu, przeto mamy tutaj bezpośredni i całkowity dowód wynikający z natury faktu przeciw istnieniu jakichkolwiek cudów; i tylko dowód przeciwny, wyposażony w większą siłę przekonującą, może taki dowód obalić i uczynić cud wiarygodnym.

Myślę, że tutaj moje wyjaśnienie nie jest potrzebne.
3. Wynika stąd w sposób jasny (a jest to zasada ogólna, godna naszej uwagi) że "żadne świadectwo nie wystarcza do wykazania autentyczności cudu, jeżeli nie jest ono tego rodzaju, że jego fałszywość byłaby większym cudem aniżeli fakt, który ma być na jego podstawie wykazany, a nawet w tym wypadku argumenty wzajemnie się niweczą i silniejszy daje nam pewność odpowiadającą jedynie temu stopniowi siły, który pozostaje po odjęciu siły argumentu słabszego".

Moja eksplikacja: Hume twierdzi, że nawet jakby jakiś cud się wydarzył, to nie możemy uznać, że się wydarzył, bo owego uznania zabraniają nam prawa racjonalności.

Argumentacja Hume'a jest mniej więcej tyle warta, ile argumentacja Freuda, u którego nieracjonalność wierzeń religijnych jest założeniem wywodu, a nie konkluzją, co przytomnie (w kwestii Freuda) stwierdziła Linda Trinkaus Zagzebski, ale też wielu innych ludzi. Mnie bardzo ciekawi, co o cudach napisałby Hume gdyby żył dzisiaj i gdyby znał ustrojstwo takie jak monitoring. Czy stwierdziłby, że nawet gdyby monitoring nagrał jakieś wydarzenie uznawane na cud, to i tak nie moglibyśmy tego wydarzenia za cud uznać, bo przecież monitoring może się mylić, czy najzwyczajniej w świecie stwierdziłby tę oczywistą prawdę, że jednostajne doświadczenie pokazuje, iż żaden monitoring, choćby był zainstalowany w tak prestiżowych miejscach jak luksusowe apartamentowce czy wieże szympansów, nigdy i nigdzie nie nagrał żadnego cudu?

sobota, 16 czerwca 2012

Kibice i janusze


Kiedy w tamtym roku Manchester City przyjechał do Poznania po to, żeby dostać w dupę w meczyku ligi europejskiej, to kibicom Miastowych szczęki opadły po tym, jak zobaczyli co wyprawiają fani Lecha. Co wyprawiaja fani Lecha widać na filmie:


Kibice MC to skakanie (tyłem do boiska) i darcie ryja nazwali Doing The Poznan i rozpropagowali na Wyspach. Oto Doing the Poznan w wykonaniu kibiców Manchesteru City:


W meczu z Hiszpanią, który na Euro 2012m Irlandia przegrała 4:0, irlandzcy kibice przez kilka ostatnich minut śpiewali pieśń The Fields of Athenry. Śpiewali tak, że już niczego lepszego na Euro 2012 nie usłyszymy ani nie zobaczymy. No i wczoraj do programu Minęła 20, emitowanego przez reżimowy kanał TVP INFO, zaprosili Ernesta Brylla, który powiedział, że jakby tak do tekstu tej pieśni dorwali się nasi, to byłaby afera. No bo pieśń jest o tym, że 150 lat temu w Irlandii był głód wywołany przez Anglików, a głównym bohaterem jest irlandzki hero, którego Angole wywożą do Australii. Bryll stwierdził, że w Polsce raz dwa znaleźliby się tacy, którzy by powiedzieli, że to wstrętna pieśń, którą śpiewają nacjonaliści, a może nawet ci oburzeni pobiegliby przepraszać Anglików.

Oto jest tekst pieśni The Fields of Athenry:

By the lonely prison wall I heard a young girl calling,
Michael, they are taking you away,
For you stole Trevelyn's corn,
So the young might see the morn,
Now a prison ship lies waiting in the bay.
CHORUS:
Low, lie the fields of Athenry,
Where once we watched the small free birds fly
Our love was on the wing,
We had dreams and songs to sing
It's so lonely round the fields of Athenry.
By a lonely prison wall I heard a young man calling,
Nothing matters Mary when you're free,
Against the Famine and the Crown,
I rebelled they ran me down,
Now you must raise our child with
dignity.
REPEAT CHORUS
By a lonely harbour wall She watched the last star falling
And that prison ship sailed out against the sky
Sure she'll wait and hope and pray
For her love in Botany Bay,
It's so lonely round the fields of Athenry.
REPEAT CHORUS


A co mówił Bryll to posłuchajcie sobie TUTAJ, a teraz The Fields of Athenry w wykonaniu The Dubliners i publiczności:


Dobra, Irlandczycy, jak zawsze, dali kapitalny popis, a jak jest z naszymi kibicami na meczach Polski? No jest, jak jest - jedna wielka lipa. Dlaczego jest lipa, skoro nawet fani Manchesteru City zachwycają się kibicami poznańskiego Lecha, a takich opraw jak na meczach Legii, Lecha, Wisły, Śląska i jeszcze paru drużyn, na Wyspach nie uświadczysz i żeby zobaczyć coś podobnego musisz jechać na mecz Crvenej Zvezdy, Panathinaikosu czy Marsylii? Otóż lipa jest dlatego, że na meczach reprezentacji Polski podczas Euro 2102 nie ma kibiców, tylko trochę polityków, leśnych dziadków z PZPN-u i wybranych biznesmenów oraz kilkadzisiąt tysięcy januszów. To jest właśnie publiczność na meczach reprezentacji Polski - janusze.

Nie mówię teraz, że to dobrze, że reżim Tuska, mówiąc najogólniej, okazał się skuteczny w pacyfikowaniu kibiców, ani nie mówię, że to źle; mówię tylko, że na meczach reprezentacji Polski są janusze, które drą ryja śpiewając hymn z błędami (chodzi o tekst), które mają założone na łby januszowe kapelusze i inne cuda, i z których cały patriotyzm uleci w momencie, kiedy sędzia zagwiżdże koniec tego meczu, po którym Polska odpadnie z zawodów. Mecze Polski oglądają janusze, które nie mają pojęcia o kibicowaniu.

Posłuchajcie i popatrzcie, co zrobili Irlandczycy, kiedy ich zespół przegrywał 4:0:



Na koniec coś dla fanów Liverpoolu. Oto jak kibice The Reds śpiewają pieśń na melodię The Fields of Athenry - oczywiście tekst jest zmieniony w stosunku do oryginału; ta pieśń ze zmienionym tekstem to The Fields of Anfield Road :-))





środa, 13 czerwca 2012

Prorokowanie

Od paru lat jest taka moda, że zwierzęta prorokują wyniki meczów. Polega to na tym, że daje się zwierzakowi dwa albo trzy owoce czy coś tam innego do żarcia, na przykład słonicy w ZOO się daje, jak widziałem przedwczoraj w telewizorze, no i zwierzak zawsze wybierze któryś owoc czy co tam innego dostał. A przy każdym owocu jest napis, że - dajmy na to - albo wygra Polska, albo tamci, albo będzie remis. Oto jest najlepszy przykład tego, jak takie prorokowanie można ustawiać - niestety, nie umiem dać linki do tej fotki, po prostu dostałem ją w prezencie; jak się ktoś zasadnie zbulwersuje, że fotkę nielegalnie wieszam, to niech napisze, a raz dwa fotkę usunę albo podam stosowną linkę.

Dodam, że to jest wpis bardzo polityczny, czego ciotki Matyldy nie zrozumieją, ale to żaden problem.