W salonie24 gościu o nicku Premier powiesił notkę tej treści:
Dla Rosjan, którzy nadal są karmieni etosem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i wujaszka Stalina, Katyń jest czymś niewyobrażalnym. Czyż nie jest paradoksem, że naród, który już w okresie przedwojennej Rosji sowieckiej tak wycierpiał ze strony aparatu terroru i związanych z tym następstw głodu oraz upadku gospodarczego nadal "gloryfikuje" swoich katów i ulega zbiorowej amnezji - czyżby to był syndrom sztokholmski (solidaryzacja ofiary z katem). Pamiętajmy, że Rosjanie sami byli narażenie na represje i wielu z nich było ofiarami katów z NKWD.
Parę lat temu Lis z Michnikiem gadał, tę gadułę w telewizji puścili no i Lis zapytał wtedy Michnika, czy Michnik nie cierpi czasem na syndrom sztokholmski. Ale się wściekł Michnik wtedy :-) Zapis audycji jest tutaj, a o syndromie sztokholmskim panowie rozmawiają od 30 min. i 42 sek.
Ludziom najczęściej wydaje się, że mieć syndrom sztokholmski to całkiem do dupy jest, że to wstyd, nie honor itd. Bo jakże to tak identyfikować się z agresorem? Dostawać od kogoś po dupie, a później trzymać stronę tego kogoś, popierać go i tłumaczyć?
Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Przeczytałem właśnie książkę Roberta Wrighta Ewolucja Boga.
Dla Rosjan, którzy nadal są karmieni etosem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i wujaszka Stalina, Katyń jest czymś niewyobrażalnym. Czyż nie jest paradoksem, że naród, który już w okresie przedwojennej Rosji sowieckiej tak wycierpiał ze strony aparatu terroru i związanych z tym następstw głodu oraz upadku gospodarczego nadal "gloryfikuje" swoich katów i ulega zbiorowej amnezji - czyżby to był syndrom sztokholmski (solidaryzacja ofiary z katem). Pamiętajmy, że Rosjanie sami byli narażenie na represje i wielu z nich było ofiarami katów z NKWD.
Parę lat temu Lis z Michnikiem gadał, tę gadułę w telewizji puścili no i Lis zapytał wtedy Michnika, czy Michnik nie cierpi czasem na syndrom sztokholmski. Ale się wściekł Michnik wtedy :-) Zapis audycji jest tutaj, a o syndromie sztokholmskim panowie rozmawiają od 30 min. i 42 sek.
Ludziom najczęściej wydaje się, że mieć syndrom sztokholmski to całkiem do dupy jest, że to wstyd, nie honor itd. Bo jakże to tak identyfikować się z agresorem? Dostawać od kogoś po dupie, a później trzymać stronę tego kogoś, popierać go i tłumaczyć?
Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Przeczytałem właśnie książkę Roberta Wrighta Ewolucja Boga.
Świetna rzecz. Wright to jeden z tych gości, co to wymiatają w wielu dyscyplinach. I dobrze robią, bo dzisiaj nie da się wiedzieć jedynie czegoś tam w jednej dziedzinie i mieć mocną pozycję (nie mówię o szachach czy jeżdżeniu na żużlu, ale tego nie muszę tłumaczyć :-) Wright pisze o syndromie sztokholmskim, a czyni to z pozycji psychologii ewolucyjnej. Psychologia ewolucyjna to taki wynalazek, w myśl którego ludzie od strony psychologicznej czy uczuciowej funkcjonują tak, jak ich ewolucje biologiczna i kulturowa ukształtowały i w wielu sprawach nie mogą podskoczyć wyżej dupy, bo geny coś tam coś tam itd.
Wright opisuje historię Patty Hearst, wnuczki magnata prasowego z San Francisco. W roku 1974 Patty została porwana przez ekipę z Symbionese Liberation Army, która to ekipa miała takie hasło: śmierć faszystowskiemu pasożytowi, który żeruje na innych ludziach (jakoś tak się dzieje, że wszelkie pojeby swoich wrogów wyzywają od faszystów, a proceder ten możemy obserwować w obfitości i u nas). Jak już SLA Patty Hearst porwała, to Patty Hearst polubiła pojebów z SLA i nawet wzięła z nimi udział w napadzie na bank, podczas którego, jak pisze Wright, wymachiwała karabinem maszynowym.
Wright opisuje historię Patty Hearst, wnuczki magnata prasowego z San Francisco. W roku 1974 Patty została porwana przez ekipę z Symbionese Liberation Army, która to ekipa miała takie hasło: śmierć faszystowskiemu pasożytowi, który żeruje na innych ludziach (jakoś tak się dzieje, że wszelkie pojeby swoich wrogów wyzywają od faszystów, a proceder ten możemy obserwować w obfitości i u nas). Jak już SLA Patty Hearst porwała, to Patty Hearst polubiła pojebów z SLA i nawet wzięła z nimi udział w napadzie na bank, podczas którego, jak pisze Wright, wymachiwała karabinem maszynowym.
Hearst, kiedy już ją uwolniono, swoje doświadczenie opisywała tak: Przez dwa tygodnie po uwolnieniu praktycznie czułam się pozbawiona wolnej woli. Dopiero potem zaczęło mi świtać, że ich już nie ma. Wtedy mogłam mieć własne myśli.
Wright pisze, że Hearst przyjęła punkt widzenia porywaczy; kiedyś, gdy ja jeszcze więzili, mogła nawet swobodnie uciec, ale nie skorzystała z okazji. O jednym z porywaczy Hearst mówi: Nie chciał, żebym myślała o ratunku, ponieważ uważał, że ktoś może odczytać moje fale mózgowe albo że [policja] skorzysta z medium, które mnie odnajdzie. A ja nawet tego się bałam.
Historia Hearst jest typowym przykładem syndromu sztokholmskiego, ale Wright twierdzi, że określenie syndrom jest niewłaściwe, bowiem sugeruje, iż opisywane przez to określenie zjawisko nie jest zgodne z normą, a zdaniem Wrighta jak najbardziej jest zgodne. Wright pisze:
W rozumieniu darwinowskim posiadanie genów, które przynajmniej w pewnych okolicznościach "zachęcają" do bezgranicznej łatwowierności, jest sensowne. Jeśli jesteś otoczony małą grupą ludzi, od której zależy twoje przetrwanie, odrzucanie idei, które są dla nich najważniejsze, nie pomoże ci w przedłużeniu życia, a więc przekazaniu twoich genów następnemu pokoleniu.
Gdyby było tak, jak utrzymują psychologowie ewolucyjni, to trzeba by się dobrze zastanowić, zanim zacznie się śmiać z ludzi, których dotknął syndrom sztokholmski. A co niby ci ludzie w Rosji mają robić? A u nas co? Mało to lat żyliśmy pod ruskim butem? Z jednej strony można się wkurwiać patrząc chociażby na to, co Tusk i jego menażeria po Smoleńsku wyprawiają, ale z drugiej strony może należy się cieszyć przynajmniej tym, że jeszcze Ruskich nie przeprosili za to, że im ten nasz samolot brzozy połamał i w ogóle kłopot sprawił?
Dobra, syndrom sztokholmski czy nie syndrom sztokholmski, w każdym razie jak zobaczyłem te oto wyniki sondażu prowadzonego podczas dzisiejszego programu Forum:
to pomyślałem sobie, że jest nadziejnie, że ludzie jeszcze nie oczadzieli do reszty, bo 11% idiotów to i tak mało, to o niebo lepiej, niż chcieliby tego Wyborcza, TVN czy Nałęcz.


