statsy

czwartek, 16 lutego 2012

O wiecznym piórze

W ostatnim numerze Uważam Rze (7/2012) Igor Zalewski napisał o zegarkach i wiecznych piórach. Teza Zalewskiego jest taka, że zegarki i pióra to przedmioty zupełnie niepotrzebne, bo przecież czasomierze są w komputerach, komórkach, empetrójkach, lodówkach itd., a już pióro, to, jak mawiał Pawlak z Samych swoich, zupełny przeżytek. Ja się z Zalewskim zgadzam, no bo weźcie takie wieczne pióro: przecież do tego pióra trzeba lać atrament, a na dodatek nie da się pisać piórem na każdym papierze, bo albo ten papier jakiś taki śliski, że atrament wsiąknąć nie może, albo znowu taki bardziej toaletowy, co to jak się na nim piórem napisze, to tylko kleksy się robią.

Zalewski stwierdził, że wieczne pióra to piszące anachronizmy, ale smakowite. I znowu zgadzam się z Zalewskim – wieczne pióra są smakowite. Ja pisze piórem, bo pióro jest najlepszym narzędziem do pisania. Siedzę sobie przy stole, w chałupie czy w bibliotece, na stole leżą notatnik i książki, no i piszę piórem. Piszę prawą ręką, a ręką lewą książki przytrzymuję, z których coś tam do tekstów biorę. W kwestii książek – są takie, które dobrze się otwierają i są takie, które otwierają się źle. Niektóre książki, jak je otworzyć w obojętnie jakim miejscu, dobrze leżą na stole, a znowu inne zawsze na stole leżą źle; trzeba je rozwierać na siłę, na siłę przytrzymywać, bo jakieś takie za bardzo ściśnięte są i całego tekstu nie widać. Po co wydawać takie za bardzo ściśnięte książki, to nie wiem. Wyobraźcie sobie teraz, że potrzebujecie przy pisaniu wziąć coś z książki za bardzo ściśniętej i piszecie na kompie. Jak tu pisać na klawierce, kiedy książka za bardzo ściśnięta i brakuje Wam ręki, żeby tę książkę przytrzymać?

Ale i inne zalety ma pisanie piórem. Kiedy piszę piórem, to robi mi się taki dobry kanał: od głowy do ręki. Idzie o to, że co tam we łbie się urodzi, to prosto do ręki idzie, a z ręki do stalówki pióra; wszystko idzie w jeden punkt. A jak na klawierce piszę, to nie ma tego jednego punktu; tekst nie wiem, którędy ma iść, do lewej ręki, czy do prawej, a jak już sobie jedną z rąk wybierze, to znowu nie wie, przez który palec przeleźć, bo przecież każdy palec inne klawisze na klawierce nadusza.

Jerzy Pilch dał kiedyś do Polityki cudowny felieton, w którym mówi, że są dobre i złe narzędzia do pisania. Dobre narzędzia to wieczne pióro i komputer, a narzędzie złe to maszyna do pisania. Zgadzam się z Pilchem, przy czym twardo trzymam się tezy, że najlepszym narzędziem do pisania jest pióro.

Ten tekst, rzecz jasna, napisałem piórem. A później przepisałem. OK, zrobię teraz najbardziej osobiste wyznanie ze wszystkich, jakie zrobiłem na blogu: nienawidzę przepisywania na komputerze swoich tekstów. Oczywiście muszę je przepisywać, bo nie ma innego sposobu na to, żeby się na blogu znalazły (i wszędzie tam, gdzie się znajdują). I jeszcze jedno – mógłbym skana zrobić i ten mój manuskrypt Wam zaprezentować, ale zaraz marta.luter przyjdzie albo jeszcze ktoś i napiszą coś takiego, że z mojego charakteru pisma wnoszą, iż mam lat tyle i tyle, wykształcenie takie a takie, lubię taki i taki seks, takie i takie mam kompleksy, że w niewystarczającym stopniu cenię Monikę Olejnik, że lubię potrawy te i te, że w szachach jestem dobry taktycznie, ale mam słabą technikę itd. Właśnie tak mogłoby być. A po co mi to? :-)))

wtorek, 14 lutego 2012

Warszawa

Właśnie oglądam sobie książkę/album Warszawa. Ballada o okaleczonym mieście (Wydawnictwo  Olesiejuk). W tym albumie nie idzie o to, że biedna ta Warszawa pod rządami HGW, bo tu o inne, dawniejsze czasy chodzi. Pełno cudownych zdjęć w tym albumie. Warszawa zniszczona przez Niemców, ludzie odbudowują Warszawę, Warszawa za czasów komuny i to już do końca książki. Wszystkie zdjęcia czarno-białe.

Ja nie jestem warszawiak, Warszawy nie kocham, ale jakieś związki z Warszawą mam, związki głębsze niż np. z Tarnowem czy Lublinem. W Warszawie dużo popracowałem; w BUW-ie i na Koszykowej napisałem tyle tekstów, ile prawie nikt nie napisał w całym swoim życiu. W Warszawie często mieszkałem i nie płaciłem za to mieszkanie; jeszcze mi ludzie jeść dawali i wódkę. W Warszawie mieszka bliskie mi Dziewczynisko, prześliczne, no prześliczne, które oczy ma wielkie/cudne i jeszcze cudne ma... OK, daję sobie na wstrzymanie. Ciągle kłócę się z tym Dziewczyniskiem, na rozmaite tematy się kłócę, ale jakby co, to skoczyłbym za Dziewczyniskiem do pożaru, a to jest poważna deklaracja. I jeszcze taki Gościu w Warszawie mieszka, z którym mam najlepsze gaduły; se Żołądkową Gorzką otwieramy i gadamy. Ćwiczyliśmy różne wynalazki: łiskacze, brandy, burbony itd., ale uznaliśmy, że najlepiej nam się gada przy Żołądkowej Gorzkiej. Z tym gościem, podobnie jak z Nickiem, mam najlepsze gaduły, a to poważna deklaracja.

W tym albumie pokazują jak warszawskie ludki miasto odbudowywały. I pokazują sklepy, w których na półkach mało co jest. I ulice zalane wodą, bo powódź była. I to, jak ludzie w lecie pod mostem na Wiśle koce sobie rozłożyli, kanapki wzięli i leżą na tych kocach, w Wiśle się kąpią i w karty grają. I pokazują pracownię Gracjana Lepianki - jak się komuś jakaś waza potłukła albo cenna figurka porcelanowa, to pan Gracjan raz dwa potrafił to skleić. I knajpy pokazują w tym albumie. Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, Hybrydy, inne lokale. Popatrzcie na tę fotkę:



Dobra, bo się rozklejam, a to nie jest dobre dla bloga :-) Na koniec tylko jedno powiem: przypatrzcie się tej fotce; to komuna była głęboka itd., a jednak ludzie normalnie se w knajpie siedzieli i szlugi jarali :-))

Power

acepl ten obrazek wynalazł. Obrazek świetny, więc go wieszam u siebie :-))

fotka stąd

poniedziałek, 13 lutego 2012

Nicek - czy jesteś?

Cytaty z Ludgwiga von Misesa są takie:

Żaden z namiętnych wywodów Marksa, Keynesa i całej gromady mniej znanych autorów nie osłabia słuszności twierdzenia, że istnieje jeden środek na stały wzrost zarobków i dobrobytu tych wszystkich, którzy chcą zarabiać, a mianowicie - przyspieszenie wzrostu kapitału w stosunku do wzrostu ludności. Jeżeli to jest "niesprawiedliwie", to wina leży w naturze rzeczy, a nie w człowieku.

                                                                                ***

Te wszystkie dyskusje - państwo powinno zrobić to czy tamto - w ostatecznym rachunku oznaczają: policja powinna zmusić konsumentów do zachowania innego niż gdyby postępowali spontanicznie. W takich propozycjach jak: podnieśmy ceny towarów rolniczych, podnieśmy stawki płac, obniżmy zyski, zmniejszmy wynagrodzenie kierownicze, słówko "my" oznacza ostatecznie zawsze policję.

                                                                                ***

Najgorszym ze złudzeń są pomysły, że "natura" nadała każdemu człowiekowi pewne prawa.

                                                                                ***

Czy przeczytawszy te teksty jesteś skłonny nie napadać już na Misesa i zadowolić się napadaniem na, jak mówił ojciec Bocheński, żywiołki pomniejszego płazu, powiedzmy - od Miltona Friedmana w dół?

:-))))))))

sobota, 11 lutego 2012

Quis custodiet ipsos custodes?

Tytuł notki jest cytatem z Satyr Decimusa Juniusa Iuvenalisa, a po naszemu to będzie tak: kto nadzorować będzie samych dozorców (kto pilnować będzie samych strażników?)? Na to pytanie jest tylko jedna dobra odpowiedź: nie da się nadzorować każdego (nie da się nadzorować wszystkich).

Ten filmik poniżej jest zapisem wystąpienia Zybertowicza w Ossolineum; świeża rzecz, bo z końca stycznia tego roku.



Od 18 minuty 15 sekundy leci ten kawałek, kiedy Zybertowicz tłumaczy, że przywódca, każdy przywódca, tyran też, straci władzę wtedy, gdy ludzie przestaną z nim współpracować. Bo owszem, przywódca może przemocą panować nad zbiorowością, ale nawet tyran nie jest w stanie panować przemocą nad swoim aparatem przemocy.

Quis custodiet ipsos custodes? Odpowiedź na to pytanie jest nadziejna. Nie ma w tej odpowiedzi żadnej gwarancji, ale nadzieja jest.

czwartek, 9 lutego 2012

Jezus pyta, ja odpowiadam

Po tym, jak ekipa cyrku w budowie zrobiła taki wynalazek, że stwierdzi, iż coś, co nie jest autostradą, zostanie uznane za autostradę, na czas Euro 2012 puści się po tym czymś samochody, a po Euro to coś zamknie się po to, by dokończyć budowę, najnowszy wynalazek polega na tym, że otwiera się stadion piłkarski, na tym stadionie robi się koncert, po czym ogłasza się, że stadion nie spełnia wymogów koniecznych do tego, żeby można było na nim grać w nogę. A ministerska od sportu w oficjalnym komunikacie stwierdza:

Stadion Narodowy na zawsze odmienił wygląd Warszawy. Jest to nowoczesny obiekt, z którego wszyscy jesteśmy dumni.

I dodaje:

Pragnę podziękować Ekstraklasie S.A. za dobrą współpracę przy organizacji meczu. Jestem przekonana, że zgromadzone doświadczenia pozwolą na lepsze przygotowanie podobnych wydarzeń w przyszłości, z korzyścią dla bezpieczeństwa kibiców.

W Łukaszowej Ewangelii Jezus powiada: - Wierny w najmniejszym jest także wierny w weielkim, a nieuczciwy w małym jest także nieuczciwy w wielkim. (16,10)

Wydaje się, że Jezus nie powiedział niczego nowego, bo przecież każdy wie, że jest tak, jak mówił Jezus. A jednak. Każda ze spraw, które przywołam, ma inną skalę, ale wszystkie można umieścić w kontekście słów Jezusa. Chyba da się uznać, że do spraw małych możemy zaliczyć te nieszczęsne stadiony, autostrady, koleje, stocznie, aferę hazardową, zamiecenie pod dywan afery hazardowej, skandal z lekami, skandal z ACTA, inwigilowanie ludzi na bezprecedensową skalę itd. Sprawy wielkie to z pewnością rekordowe zadłużenie państwa i tempo przyrostu tego zadłużenia, godzenie się na drenowanie finansowe państwa przy rozmaitych okazjach, Smoleńsk, śledztwo Smoleńskie. Dobra, Jezus zadaje takie pytanie: - Jeżeli nie byliście wierni w zarządzaniu niegodziwą mamoną, to któż wam powierzy prawdziwe dobro? (16,11)

Wydaje się, że nikt, no bo jak - nie ma ludzi aż tak głupich, żeby przez cztery i pół roku nie umieli dodać dwa do dwóch. A jednak odpowiedź nikt nie jest dobrą odpowiedzią, bo dobra odpowiedź jest taka: wyborcy.

sobota, 4 lutego 2012

Granice

Kapitalnie się zapętliło, ekipa cyrku w budowie na samą siebie ukręciła bat. Oto Nasz Dziennik donosi, że Ruscy wzięli się za przesłuchiwanie ludzi z komisji Millera. Pułkownik Grochowski, zastępca Millera w komisji, już został przesłuchany - w charakterze świadka. Co będzie dalej, zobaczymy. Byłoby najciekawiej, gdyby Ruscy zaczęli słuchać naszych w charakterze podejrzanych, a wygląda na to, że to jest możliwe. Józef Gmera, dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej, tłumaczy co prawda, że polski prokurator lub polski sąd mogą odrzucić prośbę Ruskich jeżeli wykonanie wniosku mogłoby naruszyć suwerenność, bezpieczeństwo, porządek publiczny lub inne podstawowe interesy państwa, ale na miły Bóg - gdyby Ruscy chcieli np. Grochowskiemu postawić zarzuty, a nawet skazać go i do więzienia wsadzić, to co - nie damy Grochowskiego? No chyba damy, bo przecież nie wypowiemy Ruskim wojny, nieprawdaż? A gdyby Ruscy chcieli do więzienia wsadzić Millera, to co - będziemy Millera bronić i wypowiemy Ruskim wojnę? OK, a co by było, gdyby tak Ruscy do więzienia postanowili wsadzić Tuska? Czy wtedy, w obronie Tuska, wypowiedzielibyśmy Ruskim wojnę?

Gdzie leżą granice? Różne granice, w tym zidiocenia.