W dzisiejszej Gazecie Polskiej jest wywiad z JarKaczem. Gójska-Hejke i Sakiewicz pytają m.in. o to, z jakich to powodów coraz więcej Polaków nie wierzy rządowi w kwestii śledztwa smoleńskiego. JarKacz na to mówi, że jego zdaniem decydujące znaczenie mają ustalenia tych magików z Krakowa, co to zdeprecjonowali tezy fachowców z komisji Millera dotyczące odczytania zapisów z czarnych skrzynek, a także to, co zaprezentowali Binienda i Nowaczyk.
Czy JarKacz ma rację? Moim zdaniem w dużej mierze ma. OK, ale jak to działa? Czy ludzie wnikliwie studiują raporty naukowców, po czym dochodzą do wniosku, że rząd i jego agendy raz po raz dają dupy? Nie, to nie dzieje się w ten sposób. Ludzie niczego nie studiują. Kto w ogóle przeczytał raport MAK-u? Kto przeczytał raport komisji Millera? Kto przestudiował Białą Księgę smoleńskiej tragedii? Kto cokolwiek rozumie z tego, co obwieszczają Binienda i Nowaczyk? No przecież prawie nikt. Zawsze tak jest. Bertrand Russell i Alfred North Whitehead napisali Principia Mathematica, bardzo obszerne dzieło; we dwóch wieźli manuskrypt do wydawnictwa na takim wózku przemysłowym. No i kiedyś Russell stwierdził, że to wielkie dzieło przeczytało zaledwie sześciu ludzi, w tym trzech Polaków. A znowu Owen Gingerich, chyba najważniejszy na świecie badacz Koperników, czyli egzemplarzy De revolutionibus z pierwszego i drugiego wydania, monografii poświęconej dziełu kanonika Mikołaja nadał tytuł Książka, której nikt nie przeczytał. Powiedzcie sami - znacie kogoś, kto przeczytał De revolutionibus? Rzecz jasna nikt tego nie przeczytał, ale wszyscy wiedzą, ot tak, z powietrza, że w tej książce Kopernik coś tam ważnego udowodnił o Słońcu i Ziemi albo na odwrót.
Dobra, suweren, czyli lud, nie czytał raportów MAK-u i komisji Millera, nie czytał Białej Księgi Zespołu Macierewicza, nic nie rozumie z tego, co mu do wierzenia podają Binienda i Nowaczyk. Jak to się zatem dzieje, że lud coraz bardziej dryfuje w stronę opinii, że działania tuskowych w kwestii Smoleńska to jeden wielki humbug? A tak się właśnie dzieje. Ostatnio trochę więcej mam do czynienia ze studentami i ci studenci mówią, że jak ktoś zapyta o to, czy, dajmy na to, ten Waldek to debil, czy raczej taki więcej kumaty, to się odpowiada tak: - Taki więcej kumaty; w każdym razie w pancerną brzozę nie wierzy. Super, ale jak to się dzieje, skoro lud nie ma wiedzy merytorycznej?
Rybka polega na tym, że są takie sytuacje, kiedy nie trzeba mieć wiedzy merytorycznej, bo wystarczy, że tejże wiedzy nie ma strona przeciwna. W tej notce napisałem:
To dobrze, że nasi powiedzieli dzisiaj w Brukseli, co powiedzieli. I nic to, że, już poza Brukselą, jedni nasi mówią tak, a drudzy nasi mówią inaczej. Powiadam - to nic. Bo przecież poza naszymi są jeszcze tamci.
Ojciec Bocheński w "Autoprezentacji" napisał:
"Gdy Hegel powiada coś fałszywie, jest to wciąż jeszcze lepsze od prawdziwych wypowiedzi Kanta."
Nie będę tłumaczyć, jak to jest możliwe, że czasami fałszywe wypowiedzi jednych są lepsze od prawdziwych wypowiedzi drugich. Casus Hegla i Kanta Bocheński wyjaśnia tak:
"Bo [Hegel] niemal nieustannie porusza się na wyższej płaszczyźnie."
I o to właśnie idzie - o poruszanie się na wyższej płaszczyźnie.
Podtrzymuję co napisałem. Idzie o to, że wyższa płaszczyzna wcale nie musi być prawdziwszą płaszczyzną. Wiem, wiem, aż zęby bolą kiedy się czyta tę tezę, ale to jest teza prawdziwa. Super, ale co, gdyby tak tuskowe przedstawiły merytoryczne argumenty przeciwko tezom Biniendy, Nowaczyka i innych oszołomów? Wtedy... Słuchajcie: jeden miastowy, dobrze ustawiony gościu pojechał kiedyś na święta do swojego brata, na wioskę. Ten brat z wioski biedny był, więc ten miastowy nawiózł jedzenia, wódki i innych prezentów. Pojedli sobie, popili i wyszli na szlugę przed chałupę. I ten miastowy pyta: - Ale co, Mietek, powiadasz, że pszenica na tej twojej ziemi nie rośnie?
Na co Mietek: - No nie rośnie.
Ten z miasta: - A żyto?
Mietek: - Żyto też nie rośnie.
Miastowy: - A jakby tak zasiać kukurydzę?
Mietek: - A, jakby zasiać!
Kiedyś Magnus Carlsen, taki 22-letni dzieciak, który w światowym rankingu szachowym zajmuje pierwsze miejsce, grał z Aleksejsem Širovsem, czyli po naszemu Aleksiejem Szyrowem. Szyrow to też kawał gracza, dwa razy dostał się do finałowego meczu o mistrzostwo świata. W grze środkowej Carlsen wykonał zaskakujące posunięcie stawiając wieżę na h6. Analiza przeprowadzona po partii pokazała, że było to posunięcie przegrywające: gdyby Szyrow zabrał wieżę, wygrałby. Nie liczy się jednak analiza, tylko partia. Co w partii zrobił Szyrow? Ano długo myślał, po czym wieży nie wziął i przegrał. Później pytano Carlsena, jaki miał plan stawiając tę wieżę na h6, na co Carlsen powiedział, że żadnego planu nie miał, żadnej koncepcji, a pod dupą paliło mu się już nieliche ognisko, i dlatego zagrał na aferę licząc na to, że Szyrow nie znajdzie argumentów na obalenie tego wariackiego zagrania.
Zwolennicy teorii zamachu w Smoleńsku, ale też zwolennicy teorii maskirowki, ciągle jeszcze przedstawiani są w mainstreamie jako wariaci, którzy w tej określonej sytuacji błędnie stawiają wieżę na h6. Istotne pytanie jest takie: dlaczego Tusk et consortes tej wieży nie biją?
Czy JarKacz ma rację? Moim zdaniem w dużej mierze ma. OK, ale jak to działa? Czy ludzie wnikliwie studiują raporty naukowców, po czym dochodzą do wniosku, że rząd i jego agendy raz po raz dają dupy? Nie, to nie dzieje się w ten sposób. Ludzie niczego nie studiują. Kto w ogóle przeczytał raport MAK-u? Kto przeczytał raport komisji Millera? Kto przestudiował Białą Księgę smoleńskiej tragedii? Kto cokolwiek rozumie z tego, co obwieszczają Binienda i Nowaczyk? No przecież prawie nikt. Zawsze tak jest. Bertrand Russell i Alfred North Whitehead napisali Principia Mathematica, bardzo obszerne dzieło; we dwóch wieźli manuskrypt do wydawnictwa na takim wózku przemysłowym. No i kiedyś Russell stwierdził, że to wielkie dzieło przeczytało zaledwie sześciu ludzi, w tym trzech Polaków. A znowu Owen Gingerich, chyba najważniejszy na świecie badacz Koperników, czyli egzemplarzy De revolutionibus z pierwszego i drugiego wydania, monografii poświęconej dziełu kanonika Mikołaja nadał tytuł Książka, której nikt nie przeczytał. Powiedzcie sami - znacie kogoś, kto przeczytał De revolutionibus? Rzecz jasna nikt tego nie przeczytał, ale wszyscy wiedzą, ot tak, z powietrza, że w tej książce Kopernik coś tam ważnego udowodnił o Słońcu i Ziemi albo na odwrót.
Dobra, suweren, czyli lud, nie czytał raportów MAK-u i komisji Millera, nie czytał Białej Księgi Zespołu Macierewicza, nic nie rozumie z tego, co mu do wierzenia podają Binienda i Nowaczyk. Jak to się zatem dzieje, że lud coraz bardziej dryfuje w stronę opinii, że działania tuskowych w kwestii Smoleńska to jeden wielki humbug? A tak się właśnie dzieje. Ostatnio trochę więcej mam do czynienia ze studentami i ci studenci mówią, że jak ktoś zapyta o to, czy, dajmy na to, ten Waldek to debil, czy raczej taki więcej kumaty, to się odpowiada tak: - Taki więcej kumaty; w każdym razie w pancerną brzozę nie wierzy. Super, ale jak to się dzieje, skoro lud nie ma wiedzy merytorycznej?
Rybka polega na tym, że są takie sytuacje, kiedy nie trzeba mieć wiedzy merytorycznej, bo wystarczy, że tejże wiedzy nie ma strona przeciwna. W tej notce napisałem:
To dobrze, że nasi powiedzieli dzisiaj w Brukseli, co powiedzieli. I nic to, że, już poza Brukselą, jedni nasi mówią tak, a drudzy nasi mówią inaczej. Powiadam - to nic. Bo przecież poza naszymi są jeszcze tamci.
Ojciec Bocheński w "Autoprezentacji" napisał:
"Gdy Hegel powiada coś fałszywie, jest to wciąż jeszcze lepsze od prawdziwych wypowiedzi Kanta."
Nie będę tłumaczyć, jak to jest możliwe, że czasami fałszywe wypowiedzi jednych są lepsze od prawdziwych wypowiedzi drugich. Casus Hegla i Kanta Bocheński wyjaśnia tak:
"Bo [Hegel] niemal nieustannie porusza się na wyższej płaszczyźnie."
I o to właśnie idzie - o poruszanie się na wyższej płaszczyźnie.
Podtrzymuję co napisałem. Idzie o to, że wyższa płaszczyzna wcale nie musi być prawdziwszą płaszczyzną. Wiem, wiem, aż zęby bolą kiedy się czyta tę tezę, ale to jest teza prawdziwa. Super, ale co, gdyby tak tuskowe przedstawiły merytoryczne argumenty przeciwko tezom Biniendy, Nowaczyka i innych oszołomów? Wtedy... Słuchajcie: jeden miastowy, dobrze ustawiony gościu pojechał kiedyś na święta do swojego brata, na wioskę. Ten brat z wioski biedny był, więc ten miastowy nawiózł jedzenia, wódki i innych prezentów. Pojedli sobie, popili i wyszli na szlugę przed chałupę. I ten miastowy pyta: - Ale co, Mietek, powiadasz, że pszenica na tej twojej ziemi nie rośnie?
Na co Mietek: - No nie rośnie.
Ten z miasta: - A żyto?
Mietek: - Żyto też nie rośnie.
Miastowy: - A jakby tak zasiać kukurydzę?
Mietek: - A, jakby zasiać!
Kiedyś Magnus Carlsen, taki 22-letni dzieciak, który w światowym rankingu szachowym zajmuje pierwsze miejsce, grał z Aleksejsem Širovsem, czyli po naszemu Aleksiejem Szyrowem. Szyrow to też kawał gracza, dwa razy dostał się do finałowego meczu o mistrzostwo świata. W grze środkowej Carlsen wykonał zaskakujące posunięcie stawiając wieżę na h6. Analiza przeprowadzona po partii pokazała, że było to posunięcie przegrywające: gdyby Szyrow zabrał wieżę, wygrałby. Nie liczy się jednak analiza, tylko partia. Co w partii zrobił Szyrow? Ano długo myślał, po czym wieży nie wziął i przegrał. Później pytano Carlsena, jaki miał plan stawiając tę wieżę na h6, na co Carlsen powiedział, że żadnego planu nie miał, żadnej koncepcji, a pod dupą paliło mu się już nieliche ognisko, i dlatego zagrał na aferę licząc na to, że Szyrow nie znajdzie argumentów na obalenie tego wariackiego zagrania.
Zwolennicy teorii zamachu w Smoleńsku, ale też zwolennicy teorii maskirowki, ciągle jeszcze przedstawiani są w mainstreamie jako wariaci, którzy w tej określonej sytuacji błędnie stawiają wieżę na h6. Istotne pytanie jest takie: dlaczego Tusk et consortes tej wieży nie biją?