statsy

czwartek, 29 grudnia 2011

Robić z chuja pelerynę

W marcu 2010, jeszcze przed Smoleńskiem, kiedy to miałem komfort bujania w obłokach i pisania takich sobie erudycyjnych tekściorów, napisałem tekst pod tytułem Wrestling. Wkleję kawałek tego tekstu:

Nie mam nic do polityki, ale do polityki, a nie do tego, co w telewizorze nazywają polityką i w co wierzą ciotki Matyldy ufając, że to, w co wierzą, to polityka. W książce "W obronie polityki" Bernard Crick trafia w istotę rzeczy:

Starając się zatem zrozumieć wielość form rządów, spośród których tylko jedna jest polityczną, szczególnie łatwo jest wziąć retorykę za teorię. Stwierdzenie, że sprawowanie każdej władzy wymaga działań politycznych, jest albo figurą retoryczną, albo wyrazem wyrazem zamętu w głowie. Dlaczego na przykład nazywać 'polityką' walkę o władzę, skoro jest to tylko walka o władzę?"

Arystoteles polityką (także: filozofią spraw ludzkich) w szerokim tego słowa znaczeniu nazywa naukę obejmującą ogół działań moralnych ludzi. Ta szeroko rozumiana polityka (filozofia spraw ludzkich) dzieli się na etykę i politykę w węższym znaczeniu, czyli teorię państwa.

Oczywiście wiadomo, że Arystoteles żył sobie w fajnym polis, społeczności w końcu niewielkiej, kłopotów z opłacaniem rachunków nie miał, ciepło mu było itd. więc sobie mógł piękne rzeczy wymyślać, niemniej jednak aż żal dupę ściska na myśl o tym, jak daleko jesteśmy od właściwego rozumienia, czym jest polityka.


Dzisiaj w felietonie dla Wirtualnej Polski Jadwiga Staniszkis pisze:

Polityka, (choć Tusk i Sikorski wydają się tego nie rozumieć) to wciąż przede wszystkim arystotelesowska refleksja społeczeństw nad własną kondycją moralną w toku tworzenia prawa. A także dbanie o szanse rozwojowe własnej wspólnoty.

Nie wiem, czy ja się ze Staniszkis częściej zgadzam, czy też częściej się nie zgadzam, ale teraz się zgadzam. Ci ludzie nie rozumieją rzeczy fundamentalnych. I - nie wiem, co jest tego przyczyną - brak talentu, głupota, lenistwo? - dość, że nie znają się na swojej robocie. No nie umieją robić tego, za co się wzięli. I nie chodzi tylko o Tuska i Sikorskiego; tu chodzi o całą tę ekipę. Właśnie minutę temu Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia, na konferencji prasowej, na której w roli głównej występuje Arłukowicz, powiedział do dziennikarza, żeby dziennikarz zapisał sobie następujący adres: www.ema. Ja to oglądam w knajpie takiej fajnej, w której wszyscy wiedzą, że fanem Liverpoolu jestem i w której cieszę się szacunkiem za ten finał Ligi Misiów, w której najebaliśmy Milanowi w karniakach. No i jak Włodarczyk powiedział, że adres jest www.ema, to chłopy, z którymi piwo piję zakrzyknęły: - www.ema, kurwa, co??? Ten gościu, Włodarczyk, nie kuma nawet tego, że po www. ema musi być coś jeszcze. Głupia sprawa, ale właśnie tak działa Sieć.

O! Po jakichś pięciu minutach przemowy Włodarczyk przyznał, że dał dupy z tym adresem i podał prawdziwy adres, mianowicie: www.ema.europa.eu. Już po pięciu minutach mu podpowiedzieli - brawo!!!

Powtarzam - ci ludzie nie znają się na swojej robocie i nie rozumieją, czym jest polityka. Uzasadniam swoją tezę tak: wygląda na to, że ta rządząca menażeria naprawdę potrzebuje zrobić z chuja pelerynę i wykołować ten miliard zyli kosztem chorych ludzi. Zresztą - popatrzcie na cały ten burdel, który zafundowała nam Kopaczowa, a firmuje Arłukowicz.

Najgorsze w tym syfie jest to, że ci, którzy nie rozumieją tego, o czym napisałem, mogą iść i wrzucać kartki do urny wyborczej.

sobota, 24 grudnia 2011

Nie trzeba było

W tym samolocie był mój znajomy, dobry znajomy, bardzo dobry znajomy. Nie przyjaciel, bo zabrakło nam czasu. Rozumiecie? Zabrakło nam czasu. Takie rzeczy się wie.

No i kiedy dowiedziałem się o tym, co się stało w Smoleńsku, zadzwoniłem do swojego przyjaciela, który był przyjacielem mojego znajomego z tego samolotu i popłakaliśmy sobie przez telefon. To było pierwsze, co wtedy zrobiłem - wylazłem na balkon, zajarałem szlugę, zadzwoniłem do mojego przyjaciela i we dwóch popłakaliśmy przez telefon.



Powiem tak - ludzie zabijają i czasami, że tak powiem (aż mnie samego zęby bolą od tego skrótu, który teraz robię, ale niech tam - w końcu nie piszę dla idiotów), zabijają zasadnie (wojna - tu chyba zgodzą się wszyscy, chociaż licho wie; samoobrona - tu chyba nie wszyscy się zgodzą; kara śmierci - tu na pewno nie wszyscy się zgodzą). Jakkolwiek strasznie to brzmi, to czasami trzeba zabić. Ale powiem Wam coś - niezależnie od tego, co myślą rozmaite chuje, moim zdaniem ludzi z tego samolotu nie trzeba było zabijać. Takie właśnie jest moje zdanie.

***

DOPISEK - oglądajcie, bo to materiał obowiązkowy.

piątek, 23 grudnia 2011

Nasi mądrzy bracia Czechici

fotka stąd

nameste, taki jeden lewacki bloger, kumaty fest, nie jak ciotki Matyldy w rodzaju galopującego majora czy Mikiego, wiele razy w swoich tekstach dawał wyraz zachwytowi nad tym, jacy to przytomni są nasi bracia Czechici. No bo nie zawracają sobie dupy Panem Bogiem, a chrześcijańskie bajdurzenia, chrześcijańskie znaczki typu krzyż i w ogóle chrześcijańskie zabobony wyeliminowali z przestrzeni publicznej. Nie natknąłem się na tekst, w którym nameste rozważa taki oto problem, czy przypadkiem nie jest tak, że bracia Czechici mogą sobie funkcjonować jako ludki wyzwolone z religijnych zabobonów tylko dlatego, iż wokół nich pełno normalnych, religijnych ludzi. Być może nameste pisał na ten temat, ale powtarzam - ja się na taki tekst nie natknąłem.

OK, teksty tekstami ale przejdźmy do prawdziwego życia. Oto dzisiaj pochowano Vaclava Havla. Państwowe uroczystości pogrzebowe odbyły się w katolskiej katedrze św. Wita. Katolską żałobną Mszę świętą odprawił katolski arcybiskup Dominik Duka. Na początku katolskiej Mszy świętej katolski legat papieski, katolski kardynał Giovanni Coppa, odczytał specjalny list katolskiego papieża Benedykta XVI. Podczas katolskiej Mszy świętej odprawiane były wszystkie zwyczajowe katolskie czary-mary z transsubstancjacją włącznie.

To tyle na temat naszych mądrych braci Czechitów i naszego kumatego blogera nameste.

czwartek, 22 grudnia 2011

Ze świątecznych towarów brakuje nam obecnie śledzi solonych. I cytrusów.

Wczoraj Rymanowski pogadał z Małgorzatą Wassermann. Nie pierwszy raz z nią pogadał i nie pierwszy raz dobrze pogadał. Niektórzy ludzie zastanawiają się nad tym, jak to jest możliwe, że Rymanowski ma robotę w walterowni. Być może dobre wyjaśnienie daje Paweł Zyzak, który w książce Gorszy niż faszysta stwierdził, że Rymanowski w prorządowej stacji TVN pełni funkcję swego rodzaju odgromnika: dopuszczalną namiastkę pluralizmu w morzu demonstracyjnie nieprzychylnych PiS dziennikarzy. Wiecie, chodzi o to, że każda stacja, no może poza stacjami północnokoreańskimi, kubańskimi czy ruskimi, musi od czasu do czasu dać ludziom trochę prawdy.

W tej wczorajszej rozmowie z Rymanowskim Wassermann powiedziała, że dostała wyniki sekcji zwłok jej ojca przeprowadzonej we Wrocławiu, no i z tych papierów wynika, że ruskie i polskie ustalenia zgadzają się w tym, że jest to ciało Zbigniewa Wassermanna, a poza tym nie zgadzają się w niczym. Małgorzata Wassermann przytomnie zauważyła, że w sytuacji, kiedy mamy bity dowód na to, że Ruscy fałszowali dokumenty, w żadnym razie nie możemy brać na wiarę jakichkolwiek ruskich ustaleń. Bo wystawcie sobie, że jakiś gościu, co chce Wam sprzedać mieszkanie, nakłamał Wam, że to mieszkanie jest o 6 metrów większe niż w rzeczywistości. Albo inny gościu, od którego chcecie kupić auto nakłamał, że auto ma dwa lata mniej niż ma naprawdę. Co byście pomyśleli o tych gościach? Gdyby ich wałki wyszły na jaw, dawalibyście wiarę czemukolwiek, co ci goście mówią?

No właśnie, a parę milionów debili wierzy tym, co mówią, że ruskie ustalenia w sprawie Smoleńska są rzetelne. No bo jak inaczej, niż wiarą, wytłumaczyć to, że parę milionów debili głosuje na tych, co mówią, że ruskie ustalenia są rzetelne?

OK, a teraz filmik:


Jest pewne, że kiedyś, nie wiem, czy za dwa lata, czy za pięć, czy może dopiero za dwadzieścia, dzisiejsze dzienniki i inne programy nadawane przez mainstreamowe stacje będziemy odbierać tak, jak dzisiaj odbieramy dzienniki z czasów jawnej komuny. Wtedy, w czasach jawnej komuny, byli ludzie, którzy wierzyli w to, że ta jawna komuna upadnie i którzy wiedzieli, że w przyszłości będziemy odbierać komusze dzienniki tak, jak je dzisiaj odbieramy. Na przykład ja wierzyłem i wiedziałem. I teraz trzeba postawić pytanie o to, jak to jest możliwe, że mnóstwo dzisiejszych ludzi jest głupszych od ludzi żyjących w czasach jawnej komuny. To jest bardzo dobre pytanie, na które warto szukać odpowiedzi. Moim zdaniem warto, bo z tego szukania może wyniknąć coś dobrego.

A na koniec - życzenia :-)) Już dzisiaj je wieszam, bo, swoim zwyczajem, na moją Syberię jadę i przez kilka najbliższych dni nie bardzo będę miał zapał do zajmowania się blogiem :-) OK. Kochani - na czas Bożego Narodzenia życzę Wam DOBREGO.

:-)))

piątek, 16 grudnia 2011

Cyna chyba ważniejsza od tej, która mówi o tym, kogo wylosowały Legia i Wisła

Czytajcie TUTAJ i TUTAJ. I jeśli macie jakichś znajomych lemingów, to ich zapytajcie o to, czy głosując na Tuska i jego dzielną drużynę głosowali myśląc, że nam Unia da (kurwa, ale to są jaja - Unia da :-))) 300 miliardów zyli, czy raczej wiedząc, że to my damy Unii 6,27 miliarda euro. I dopytajcie jeszcze, jak się te lemingi teraz czują.

czwartek, 15 grudnia 2011

Czego nie zrobił Lionel Rothschild

Powiem Wam o jednej rzeczy, której nie zrobił Lionel Rothschild. Rzecz jasna Lionel Rothschild nie zrobił mnóstwa rzeczy, właściwie to nie zrobił nieskończonej liczby rzeczy, ale dzisiaj powiem Wam tylko o jednej rzeczy, której Lionel Rothschild nie zrobił.

Najpierw background. Patriarchą rodziny Rotschildów był Mayer Amschel. On zajmował się wymianą pieniędzy, handlował starymi monetami i antykami. Później handlował tekstyliami. W tym oto domu we Franfurcie nad Menem mieszkał Mayer Amschel Rothschild:


fotka stąd

Biznes Rothschildów rozwijał się, rodzina była coraz bardziej poważana w całej Europie i w końcu Nathan, syn Mayera Amschela, został pierwszym lordem Rothschildem, gubernatorem Buckinghamshire. Synem Nathana był właśnie Lionel, który przeprowadził wiele pożyczek rządowych, między innymi na pomoc głodową dla Irlandii, na wykupienie udziałów Kanału Sueskiego u kedywa Egiptu, na wojnę krymską. Ale pośród nieskończonej liczby rzeczy, których Lionel nie zrobił, jest i to, że ów mąż nie udzielił pożyczki ruskiemu rządowi, a mógłby na tej pożyczce zarobić dwa miliony brytyjskich funciaków. Napisała o tym Miriam Rothschild w książce Dear Lord Rothschild: Birds, Butterflies, and History. A znowu Paul Johnson w Historii Żydów twierdzi, że Lionel dlatego nie dał ruskiemu rządowi pożyczki, że to był rząd antysemicki. No i mamy ciekawą historię, wychodzi bowiem na to, że Lionel Rothschild przykładał wagę do fenomenów takich, jak interes narodowy, a być może nawet - niech Bóg ma mnie w swojej opiece - nacjonalizm. Dacie wiarę?

Kto ma?

Postawię tezę, która nie wiem jak zostanie przyjęta przez mainstream. Ale skoro już tę tezę wymyśliłem, to Wam ją zaprezentuję – wiecie, amicus Plato sed magis amica veritas i takie tam. Otóż teza moja, drastyczna, jest taka, że liczba ludzi, dla których autorytetem jest Jezus z Nazaretu, zwany Chrystusem, jest większa od liczby ludzi, dla których autorytetem jest Bronisław Geremek. No bo tak – gadałem z ludźmi z amerykańskiego stanu Utah, dla których Jezus jest autorytetem, a którzy o profesorze Geremku nie słyszeli. Korespondowałem też z taką jedną dziewuchą z Tasmanii, która przez jakiś czas pracowała dla tego gościa, co to robił najlepsze zdjęcia z regat Sydney-Hobart i ta Cynthia, bo ona ma na imię Cynthia, do Jezusa się modli, Jemu zaufała, a kto to jest profesor Geremek to nie wie. Mógłbym dawać wiele przykładów pokazujących, że dla ludzi Jezus jest autorytetem, a profesor Geremek nie jest, ale od razu mówię, że nie jestem socjologiem, na tych wszystkich badaniach opinii publicznej się nie znam i nie jestem w stanie wykazać, że z badań reprezentacyjnej próbki ludzkości (tak to się nazywa?) wynika, iż liczba ludzi, dla których autorytetem jest Jezus z Nazaretu zwany Chrystusem, jest większa od liczby ludzi, dla których autorytetem jest Bronisław Geremek. Mimo ten brak (można deklinować tak, jak zadeklinowałem :-)) swoją tezę podtrzymuję.

Od paru dni wiadomo, że nie można badać historycznie życia profesora Geremka, bo to jest nieuprawnione obalanie autorytetu, a kto życie profesora Geremka bada, ten jest plującym jadem prymitywem. OK. A jak jest z badaniem życia Jezusa z Nazaretu? Czy można badać życie Jezusa z Nazaretu? Otóż wydaje się, że jak najbardziej można. Można pisać o tym, że nie ma ani jednego oryginału Ewangelii – no nie ma tekstu Ewangelii napisanego przez Marka, Mateusza, Łukasza czy Jana. I to można powiedzieć oficjalnie. Można też powiedzieć, że Jezus żadnych pism nie zostawił, co w określonym kontekście upodabnia Jezusa do Sokratesa, który, podobnie jak Jezus, głosił naukę tylko ustnie. Co jeszcze można o Jezusie pisać otwarcie, tak, żeby się Gazeta Wyborcza nie przypierdoliła? O, wiele rzeczy. Można na przykład napisać w naukowej książce, że trzy Ewangelie (poza Janową) są synoptyczne, co oznacza, że są one do siebie wzajemnie bardzo podobne, co może wynikać z tego, że tam jakieś starsze źródło było, z którego Mateusz, Łukasz oraz Marek czerpali.

Tu możecie zapytać, czy rzeczywiście to wszystko można głosić otwarcie i co na to klechy. Odpowiadam – klechy nie mają nic przeciwko temu, żeby to wszystko pisać. We Wstępie ogólnym do Ewangelii zamieszczonym w Biblii Poznańskiej napisano wręcz: Wszyscy trzej synoptycy opowiadają prawie to samo. Tak więc ten, kto bada życie Jezusa z Nazaretu nie musi obawiać się ani klechów, ani Gazety Wyborczej. I moje pytanie jest takie: dlaczego można badać życie Jezusa, a ten, kto chce badać życie profesora Geremka, musi liczyć się z tym, że zostanie wyzwany od plującego jadem prymitywa?

To jeszcze nie koniec tekstu, teraz będzie część szczegółowa :-)) Oto jest coś takiego, jak paradoks Epimenidesa. Epimenides, żyjący bardzo dawno temu, miał powiedzieć, że Κρῆτες ἀεί ψεύσται , czyli że Kreteńczycy zawsze kłamią. Najfajniejsze jest to, że Epimenides też był Kreteńczykiem. I co teraz? Skoro, jak utrzymuje Epimenides, Kreteńczycy zawsze kłamią, to co - mamy wierzyć Kreteńczykowi Epimenidesowi, czy nie? :-))

I teraz popatrzcie - do telewizorów, tych założonych przez Ojców Założycieli i tego reżimowego, przychodzą rozmaite komuchy i mówią, że nie można wierzyć kwitom wyprodukowanym przez komuchów (na przykład kwitowi wyprodukowanemu przez tego niemieckiego komucha, co to zacynił, co mu powiedział o profesorze Geremku polski komuch Ciosek, nie można wierzyć), bo komuchy kłamały. Czy, gdyby tak w telewizji przycisnąć w tej sprawie jednego z drugim komucha albo neokomucha, to komuch czy neokomuch jakoś dałby radę wybrnąć z tej trudnej sytuacji? Gdyby takiego Cioska, Halickiego czy Gowina przycisnąć – co myślicie, co by było?

I tu postawię ostatnie pytanie – kto ma przycisnąć takiego Cioska, Halickiego czy Gowina?