statsy

środa, 14 grudnia 2011

Przecież rozumiemy

Obejrzyjcie ten filmik:



Nie mam pojęcia, czy Janusz Komór, ten facet, którego psiarnia wyprowadziła z sali sądowej, ma rację, czy nie. Czy Komór ma rację, to nam może powiedzieć referent Bulzacki. W każdym razie kiedy zobaczyłem ten filmik, to przypomniał mi się jeden z odcinków serialu The Practice; u nas ten serial chodził w telewizji pod tytułem Kancelaria adwokacka. Will Gardner (którego gra Josh Charles, ten, co w Stowarzyszeniu umarłych poetów zakochał się w tej fajnej blondynce), właściciel kancelarii adwokackiej, bierze udział w jakimś procesie i w pewnym momencie zgłasza sprzeciw w jakiejś sprawie. Sędzina sprzeciwu ani nie oddala, ani nie podtrzymuje, tylko mówi, żeby adwokat strony przeciwnej jechał dalej z koksem. Na to Gardner wstaje i mówi, że chce, żeby sędzina zajęła stanowisko w sprawie zgłoszonego sprzeciwu. Babka się wkurwiła i pyta, co się Gardner tak upiera, a on powiada, że prześledził stenogramy ze spraw prowadzonych przez tę sędzinę i zauważył, że kobita często nie zajmuje stanowiska w kwestii zgłaszanych sprzeciwów. Sędzina, jeszcze bardziej wkurwiona, pyta Gardnera, dlaczego tak mu zależy na tym, żeby ona jakieś orzeczenie w sprawie zgłoszonego sprzeciwu wydała, na co Will mówi, że dlatego, że jak sędzina orzeczenie wyda, jakiekolwiek, to on ewentualnie będzie mieć podstawę do zaskarżenia sędziowskiej decyzji.

Chyba wszyscy rozumiemy, dlaczego Tusk i jego dzielna drużyna nie podpisali z Ruskimi żadnej bumagi w sprawie podstawy prawnej, w oparciu o którą miało być prowadzone śledztwo smoleńskie? Czy może ktoś jeszcze tego nie rozumie?

Jak ludzie wierzą i w co

Ludzie wierzą lub nie wierzą w rozmaite rzeczy. Najbardziej spektakularne wierzenie i niewierzenie to jest wierzenie i niewierzenie w Pana Boga i we wszystko, co wynika z tego, że się w Pana Boga wierzy lub nie wierzy. Bardzo fajne jest wierzenie lub niewierzenie w to, że Pan Bóg stworzył świat. Leon Lederman stwierdził, że jak się czyta lub słyszy cokolwiek na temat narodzin wszechświata, to trzeba być pewnym, że autor zmyśla. Lederman dodał, że jeśli pierwszy rozdział Księgi Rodzaju jest fikcją literacką, to taką samą fikcją literacką jest ósmy rozdział Krótkiej historii czasu Hawkinga.

Lubię czytać sobie o tym, jak i w co ludzie wierzą albo nie wierzą. Jerzy Madejski we wstępniaku do trzeciego tegorocznego numeru dwumiesięcznika Pogranicza nieco nalewa się z Barbary Stanosz, tej filozofki, która w wywiadzie opublikowanym w Niezbędniku ateisty wyznała:

Mnie narkotyzowano rytuałem religijnym niezbyt systematycznie i raczej niedbale, toteż odejście w niebyt krasnoludków zbiegło się u mnie w czasie z pierwszymi wątpliwościami co do Bozi.

To Stanosz powiedziała na stronach 207-208, a już na stronach 213-214 mówi o tym, jak to trzeba szukać ostatecznego wyjaśnienia fenomenu religii w kategoriach memów :-))

O tym, w co i jak ludzie wierzą mówią między innymi te dwie książki – W co wierzymy, zbiorówka pod redakcją Włodzimierza Pawluczuka, wydana w roku 2007 przez Oficynę Wydawniczą „Stopka” w Łomży oraz Jak wierzą uczeni autorstwa Magdaleny Bajer, wydana przez Frondę w roku 2010. U Bajer to śmiesznie jest, bo ona pogadała z dwudziestoma profesorami z różnych dyscyplin i jak który profesor powiedział, że w Pana Boga nie wierzy albo, że mu Pan Bóg do naukowej roboty nie jest potrzebny, to Bajer z tych niedowiarków starała się wycisnąć deklarację, że może jednak Pan Bóg chociaż trochę potrzebny :-))

Obok wierzenia lub niewierzenia w Pana Boga, ciekawe jest to, w co ludzie wierzą lub nie wierzą w kontekście politycznym. Lwia część historii ludzkości jest historią wierzeń politycznych, ale myślę sobie, że jakby tak ktoś napisał o politycznych wierzeniach Polaków ostatnich lat, to książka mogłaby stać się hitem. Reszta mojego tekstu będzie zarysem bryku szkicu takiej książki – każdy może to sobie wziąć i wykorzystać jak chce :-))

Weźmy wiarę w Unię Europejską. Zanim Polska zapisała się do nieistniejącej Unii, telewizory straszyły ludzi, że jak nie wstąpimy do Unii to będziemy musieli pójść na Białoruś. I jeszcze to mówiły telewizory, że jak się zapiszemy do Unii, to wszystkie państwa unijne będą robić ściepę, później te pieniądze będą rozdzielać i w wyniku tej operacji wszyscy będą bogatsi. Wielu ludzi uwierzyło, że takie coś jest możliwe, aczkolwiek wielu z tych, co uwierzyło w cudowne rozmnażanie unijnych składek, nie wierzyło w cudowne rozmnożenie chleba i ryb przez Pana Jezusa.

Do Unii wstąpiliśmy pod przewodem Leszka Millera, który do PZPR zapisał się w roku 1969. Wielu ludzi wierzyło, że Leszek Miller działa w interesie Polski i jest w stanie poprowadzić Polaków na najzieleńsze pastwiska. Miller na drugi dzień po tym, jak nas wprowadził do Unii, zapowiedział, że rezygnuje z premierowania, ale ta zapowiedź w żadnym razie nie podważyła wiary wielu w Unię. Niby dlaczego miałaby podważyć?

Ta Unia, do której wstąpiliśmy, tak naprawdę powstała pierwszego grudnia 2009 roku, kiedy to wszedł w życie Traktat lizboński. Ze strony polskiej podpis pod Traktatem lizbońskim złożył ś.p. prezydent Lech Kaczyński, który podpisał bumagę bez referendum. O to referendum zapytał Kaczyńskiego Łukasz Warzecha (Ł. Warzecha. Lech Kaczyński. Ostatni wywiad. Prószyński i S-ka. Warszawa 2010):

Łukasz Warzecha: - Pojawiła się koncepcja, żeby także w Polsce przeprowadzić w sprawie traktatu lizbońskiego referendum.
Lech Kaczyński: - Taki pomysł był i całe szczęście, że nie doszło do jego realizacji. Gdyby zorganizowano w Polsce referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, jego rezultatem byłoby miażdżące „tak”, a to kompletnie skrępowałoby nam w przyszłości ręce.

W listopadzie 2009 napisałem coś takiego:

Obejrzałem powtórkę programu Minęła dwudziesta nadawanego w TVO INFO, a tam zaciekle dyskutowali o tym, czy to dobrze, czy źle konstytucję zmieniać i z prezydenta RP zrobić takiego gościa, co będzie mógł tylko na imprezy jeździć i tam zadawać szyku. Luknąłem do Netu - to samo: Tusk, konstytucja, zmieniać, prezydent.

Jakie to wszystko ma znaczenie? Przecież my, zdaje się od grudnia, czy od stycznia, będziemy mieć ważniejszą konstytucję i ważniejszego prezydenta. On się nazywa Herman Van Rompuy i jest Belgiem. A wygląda tak:




Zanim pierwszego grudnia 2009 roku weszliśmy do tej Unii, która naprawdę powstała, niektórzy ludzie mówili, że to początek podporządkowywania Polski brukselskim urzędasom, że Polska zostanie przerobiona na unijny land. Na to inni zapewniali, że nic takiego się nie wydarzy, że Polska będzie państwem suwerennym, że nikt nam nie będzie narzucać prawa, którego nie chcemy. W tych zapewnieniach celował profesor Wojciech Sadurski, a wtórowali mu tak zwani politycy Platformy Obywatelskiej i innych komuszych partii.

Minęło parę lat, a przez te lata telewizory zapewniały, że kupę kasy dostajemy od Unii, a już tacy rolnicy to zupełnie by wyginęli, gdyby nie unijne pieniądze. Pokazało się jednak, że przez cztery lata urzędowania Tusk i jego dzielna drużyna zadłużyli Polskę na ponad trzysta miliardów zyli, a jak przed wyborami parlamentarnymi pisiory pytały, na co te trzysta dużych baniek poszło, to Tusk odpowiedzi nie udzielał. Przed wyborami parlamentarnymi w październiku 2011 Tusk zapewniał, że teraz wyciągniemy od Unii trzysta miliardów zyli. Stało się jednak tak, że euro pada na pysk, a cały ten popierdolony unijny projekt rozlatuje się w pizdu. I co z wiarą w Unię? Ano nic, jak trwała, tak trwa. Ciągle kupa ludzi wierzy w to, że trzeba nam Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, że ZSRE to jedyna szansa na nowoczesność, na silne gospodarki, na konkurencyjność w świecie, na dobrobyt. Kupa ludzi w to wierzy i nie ma dla nich znaczenia to, że już OFE zostały okrojone, że Rostowski bije rekordy świata w konkurencji robienia wałków z budżetem, że rezerwa demograficzna została rozkradziona, że tak zwany rząd nie ma innego pomysłu, jak schowanie się pod spódnicę Angeli Merkel itd. Kupa ludzi wierzy w to, że przed Unią świetlana przyszłość i tylko trzeba jednej małej rzeczy, mianowicie tego, żeby zrobić kolejną ściepę. Aczkolwiek trudno w to uwierzyć, ale masa ludzi wierzy w to, że Tusk zrobi dobrze, jak zabierze pieniądze z rezerwy NBP i przekaże je Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, który z kolei pożyczy tę kasę tym państwom, którym tę kasę pożyczyć trzeba. Oczywiście ci wierzący ludzie wierzą w to, że to nie jest wywalenie pieniędzy na tych bogatszych od nas, którzy dali dupy po całości, że to nie jest finansowanie polityki Niemców. Ci wierzący ludzie wierzą w to, że te pieniądze to pożyczka.

No i nie wiem, jak zakończyć ten tekst. Może apelem o to, żebyście podawali przykłady śmieszniejszej wiary?

wtorek, 13 grudnia 2011

Język i sieczka w głowie

Wittgenstein utrzymywał, że granice jego języka oznaczają granice jego świata. Nie mam zielonego pojęcia, czy Wittgensteinowi granice jego języka rzeczywiście oznaczały granice jego świata, ale nie jest teraz istotne, jak tam z Wittgensteinem naprawdę było - mnie teraz idzie o to, że Wittgenstein postawił bardzo ważną tezę, która wyraźnie pokazuje, że język jest ważny, bardzo ważny.

Zobaczcie, ludzie słuchają tych wszystkich Tusków, Sikorskich, Lisów, Ciosków, Śród czy Millerów i z tego słuchania sieczka im się we łbach robi. To już lepiej, żeby Sutowskiego słuchali, tego z Krytyki Politycznej, bo jak Sutowskiego posłuchają, to się pośmieją i tyle; żadnej szkody ze słuchania Sutowskiego nie ma.

Język psuje się coraz bardziej. Co się teraz gada? Ano to się gada, że polskie obozy koncentracyjne, a nie niemieckie, że naziści, ale nie naziści niemieccy. Gada się, że jakieś wypadki grudniowe z roku 1970 i pewnie za chwilę będzie się gadać, że wypadki grudniowe z roku 1981. Tak się dzisiaj gada. A ja Wam pokażę, że jeszcze nie tak dawno, bo niewiele ponad pół wieku temu, ludzie nie gadali tak głupio, jak dzisiaj gadają. Owszem, wtedy też głupio gadali, ale nie aż tak głupio, jak dzisiaj. Oto zwrotka z wiersza Zosia. Wiersz napisała Stefania Ney, bardziej znana jako Stefania Grodzieńska. To wiersz z tomiku Dzieci Getta wydanego przez Państwowy Instytut Wydawniczy w roku 1949.



Patrzcie, rok 1949, Stalin ma przed sobą jeszcze parę lat życia, Polską zawiaduje Bierut, a Grodzieńska coś takiego pisze i ludzie to rozumieją:

Zosia pytała mamy, czy na całym świecie
Dzieci są żydowskie, a auta niemieckie?
A mama tak marzyła, że wojna się skończy
I Zosia już nie będzie Żydówką, lecz
                                                 dzieckiem
.

sobota, 10 grudnia 2011

Co się dzieje z naszymi dziennikarzami?




Na portalach zagranicznych gazet normalnie - ot, na pierwszych stronach wiszą notki o tym, co się dzieje w ruskich miastach, tu i ówdzie można znaleźć jakiś krótki filmik z demonstracji. I tyle. To samo w zagranicznych telewizjach: krótkie filmowe relacje z demonstracji w ruskich miastach, do tego dziennikarz poda jakieś informacje. Normalna, rzetelna dziennikarska robota.




A u nas co? Pierwsze internetowe strony gazet składają się właściwie z samych relacji z Rosji, w telewizjach to samo - nic tylko demonstracja w Moskwie, demonstracje w innych miastach, co chwila nowe materiały filmowe, w studiach zaproszeni eksperci dyskutują o tym, co się w tej Rosji dzieje, objaśniają sytuację publiczności, próbują przewidzieć, jaki może być rozwój wydarzeń...

Powariowali ci nasi dziennikarze. To już naprawdę nic ważniejszego nie dzieje się w świecie? A tam, w Madrycie, właśnie Real przegrał z Barceloną 3:1!!!

piątek, 2 grudnia 2011

Jajcarskie fretki wiecznie żywe

W Polsat News odbiło im i ni z gruszki ni z pietruszki zapodali, że ciągle jest szansa na te 300 miliardów zyli od Unii, co je dla Polski ma wywalczyć znakomita drużyna Tuska. Poważnie, tak powiedzieli; że mimo kryzysu te 300 miliardów może i dostaniemy. Pomyślałem sobie, że 300 miliardów zyli to kupa kasy, to chyba nawet prawie tyle, ile Tusk przepuścił w cztery lata. OK, ale skąd Unia weźmie te 300 miliardów dla nas? No bo w Unii jest 27 państw, więc jak - 26 państw zrobi ściepę dla nas? To wychodzi średnio po 11.538.461.538,46 miliarda zyli na jedno państwo (11 i pół miliarda). Czy rzeczywiście jest szansa na to, żebyśmy te wszystkie państwa aż tak skutecznie zrobili w chuja, że one wyłożą średnio po jedenaście i pół miliarda zyli po to, żeby je drużyna Tuska wzięła i przyniosła do Polski? Jaki biznes 26 państw może mieć w tym, żeby nam odpalić średnio po jedenaście i pół miliarda?

Tajemnica polega na tym, że nie ma takiego państwa, w którym tamtejszy Tusk mówi ludziom, że to państwo dołoży się do ściepy na Polskę. No w żadnym państwie tamtejsze Tuski nie mówią ludziom, że ludzie mają pracować i oddawać kasę po to, żeby ją dać Polsce. W każdym państwie tamtejsze Tuski mówią ludziom, że ich państwo na Unii zyskuje. Może tylko u Niemców jest inaczej, bo trudno przypuszczać, żeby funkcjonowali jeszcze Niemcy tak głupi, żeby nie kumać, że ich państwo co prawda fest baceluje za cały ten europejski cyrk, ale bacelując dobrze wie, po co to robi.

Skoro w każdym państwie, może poza Niemcami, euro-europejskie Tuski opowiadają ludziom, że ich państwo korzysta finansowo na tkwieniu w Unii, to jakim cudem jest możliwe, że ludzie nie rozumieją tego, że nie da się tak zrobić, aby każdy dorzucał się do ściepy i każdy na tej ściepie korzystał? Ano jakoś jest to możliwe. Jakkolwiek jest to zupełny fenomen, ludzie jakoś wierzą w jajcarskie fretki, z tym, że w przypadku kasy, którą Unia obdarowuje różne państwa, jest to wiara niejako na odwyrtkę. A na czym polega wiara w jajcarskie fretki? O tej wierze już pisałem, jeszcze w salonie24. Oto Brian Davies w książce Wprowadzenie do filozofii religii (An Introduction to the Philosophy of Religion) przytacza fragment The Cosmological Argument and the Endless Regress Jamesa Sadowsky'ego:

Każdemu wspierającemu elementowi równie trudno istnieć jak elementowi, dla którego stanowi oparcie. Wiedzie nas to z powrotem do pytania, w jaki sposób dowolny element może oddziaływać przyczynowo, póki sam nie istnieje. B nie może być przyczyną A, dopóki D nie spowoduje jego istnienia. To, co odnosi się do D, odnosi się również do E i F i tak dalej w nieskończoność. Skoro każdy warunek zaistnienia A wymaga spełnienia wcześniejszego warunku, wynika z tego, że żaden z nich nie może zostać spełniony. W każdym przypadku to, co ma być częścią wyjaśnienia, staje się w zamian częścią problemu.

Sadowsky uważa, że pogląd przeciwny jego poglądowi przypomina powiedzenie:

Nikt nie może nic zrobić (w tym zapytać o pozwolenie), dopóki nie zapyta o pozwolenie.

Słowa Sadowsky'ego sprawiły, iż Daviesowi przyszła na myśl historia, o której czytał w gazecie. Oto jakiś farmer z Samerset, który hodował fretki, pewnego dnia odkrył, że wszystkie jego fretki zniknęły. No i gościu doszedł do wniosku, że te jego jajcarskie fretki musiały się nawzajem pozjadać.

wtorek, 29 listopada 2011

Na szybko

Z moich doświadczeń wynika, że ciotki Matyldy jeszcze nie wiedzą, czy to dobrze, czy źle, że Polska ma być niemieckim landem. Albo inaczej - ciotki Matyldy jeszcze nie potrafią sobie zracjonalizować faktu, że Polska ma się stać niemieckim landem. Ciotki Matyldy czekają na to, co powiedzą autorytety w telewizjach założonych przez ojców założycieli. A zatem na razie ciotki Matyldy są w ciemnej dupie.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Uwaga - będzie spoiler :-)

Fajny tekścior o Pawle Grasiu, tym, co to mieszka u Niemca i jest rzecznikiem rządu Donalda Tuska, opublikował Przegląd. Sprawa wydaje się jasna - na początek Graś powinien wylecieć z roboty. Ale u nas takie sprawy nie są jasne - po tym, kiedy okazało się, że nie było afery stoczniowej i nie było afery hazardowej, nie ma powodów, dla których Graś miałby wylatywać z roboty. Bo niby kto co Grasiowi zrobi?

A co naród? Nasz naród. Ano nic. Naród zapierdala do urn wyborczych i wrzuca kartki głosując na Grasia. Bo niby co kto zrobi narodowi? Może też być tak, że to nie naród głosuje na Grasia, ale w taki razie kto? Kto na Grasia głosuje?

***

Jest taki serial zatytułowany Boss. To jest o burmistrzu Chicago. Nowy serial, z tego roku. I teraz UWAGA - będzie SPOILER. W drugim odcinku leci taki tekst:

Shame on us that our leaders have such little regard for the potential of our wrath because they know we have no wrath.

[Wstydźmy się {albo bardziej w stylu biblijnym: "Wstyd na nas" :-)))}, że nasi przywódcy tak lekceważą możliwość naszego gniewu, bowiem wiedzą, że nie ma w nas gniewu].

***

Paweł Zyzak w książce Gorszy niż faszysta (zrobię o tej książce osobny wpis) stwierdza:

Mentalność Zawiszy Czarnego poczęła w nas obumierać gdzieś w połowie XVII stulecia. Piorunująco skurczyła się pod jarzmem trzech zaborców.

***

A w książce Polska naszych marzeń JarKacz tak pisze:

Różne nakładane ograniczenia (na stadionach, wobec niepokornych mediów, internautów) pokazują, że rządzący dostrzegają, iż w ramach normalnie funkcjonującej demokracji nie są w stanie utrzymać kontroli.

***

Gdyby ktoś nie rozumiał, o czym mówi JarKacz, to niech najpierw obejrzy ten filmik (to jest nagranie z ostatniego piątku, z meczu Śląska Wrocław z Wisłą Kraków w nogę; na stadionie było mniej więcej tylu widzów, ilu było na meczu z Lechią Gdańsk, czyli 42771; dla porównania - meczyk Chelsea - Liverpool rozegrany 20 listopada tego roku oglądało na żywo 41820 kibiców):



po czym niech odpowie na pytanie: dlaczego na Euro 2012 na stadionach nie będzie kibiców, tylko Janusze?

***

I jeszcze jeden fragment tekstu Jarkacza z cytowanej książki:

Polacy mają się zadowolić 12-letnim autem, żeby nie myśleć, dlaczego nie stać ich na nowy samochód, dlaczego wiele rzeczy mają z drugiej ręki, dlaczego nie doświadczają "łatwości" życia. Ten model konsumpcjonizmu jest pomysłem na uczynienie z Polski peryferii Europy. To jest rdzeń ideologii Tuska.

***

Dobrze wiecie, że mógłbym tę składankę ciągnąć przez wiele stron. Ale nie ma potrzeby, żebym ciągnął. Na koniec powtórzę zatem to, co już raz zacytowałem:

Wstydźmy się, że nasi przywódcy tak lekceważą możliwość naszego gniewu, bowiem wiedzą, że nie ma w nas gniewu.