Stadiony są zamykane, bo kibice wywieszali antyrządowe hasła. Chłopakom w Bydgoszczy gliniarze wlepili mandaty za lekceważenie organu. Jakiś wrocławski gliniarz zacynił, że przed meczem psiarnia dostała prikaz, aby wyłapywać gości z transparentami antyrządowymi i dowozić tych gości na komendę. Do studenta wbiła ABW bo się na swojej stronie nalewał z prezydenta. Wczoraj w Opolu gliniarze zatrzymali dwóch chłopaków niosących transparent o treści:
Przyszła pora na antykomora. Wolność słowa jest niezdrowa; gliniarze po zatrzymaniu chłopaków dzwonili do prokuratora i pytali, czy ten transparent przypadkiem nie obraża głowy państwa czy kogo tam, ale prokurator był przytomny i kazał chłopaków puścić.
To wszystko są fakty. Niezależnie od tego, co się komu wydaje na temat tego, jakie powinno być prawo, niezależnie od tego, jakie kto ma przekonania polityczne, niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w Pana Boga, czy nie wierzy itd. - to są fakty. I teraz tak - wysłuchałem i obejrzałem parę audycji, w których dyskutowano o tych przypadkach, nawet dzisiaj słuchałem programu Moniki Olejnik w
Radiu Zet i oglądałem
Kawę na ławę Rymanowskiego w
TVN24. U Olejnik Halicki, czyli PO w pigułce, ciągle mówił tak: nic nie wiemy o tych sprawach, to decyzja prokuratury, szczegóły nie są nam znane, musimy poczekać, a w ogóle chodzi o to, żeby było dobrze. Tyle Halicki, co akurat oczywiste. Inni politycy i komentatorzy mówili trochę konkretniej, ale mniejsza o te wszystkie wypowiedzi. Problem jest jeden, a problemem jest odpowiedź na pytanie o to, jak to wszystko naprawdę u nas wygląda.
Jurysprudencja to bardzo ciekawa dziedzina. Zamiast jurysprudencja można mówić teoria prawa albo filozofia prawa albo teoria państwa i prawa - to nie jest istotne, idzie tylko o to, że jurysprudencja to bardzo ciekawa dziedzina. Są dwa główne sposoby podejścia do filozofii prawa - teoria prawa naturalnego (natury) oraz pozytywizm prawniczy. Zwolennicy teorii opartej na idei prawa natury mówią, że prawo stanowione powinno być zgodne z prawem naturalnym, przy czym to prawo naturalne może być ustanowione przez Pana Boga albo tak sobie istnieć, bez Pana Boga. Wyznawcy teorii opartej na idei prawa natury mówią, czym jest prawo natury, a z tego, czym prawo natury jest, wyciągają wnioski na temat tego, jak powinno wyglądać prawo stanowione. Jeśli chcecie wiedzieć, skąd zwolennicy teorii prawa natury wiedzą, czym jest i jak wygląda prawo natury, to pytajcie zwolenników idei prawa natury. Pozytywiści prawniczy mówią natomiast, że żadnego prawa naturalnego nie ma, a prawo stanowione to po prostu to, co ludzie uznają, że jest prawem - w tym przypadku nie ma mowy o jakichś heteronomicznych źródłach prawa stanowionego. Jeżeli chcecie wiedzieć, skąd pozytywiści prawniczy wiedzą, że prawo natury (naturalne) nie istnieje, to pytajcie pozytywistów prawniczych.
Jednym z nurtów w jurysprudencji, pozostającym w opozycji do nurtów opartych na idei prawa natury, jest realizm prawny (albo prawniczy - w polskim wydaniu
Historii zachodniej teorii prawa J. M. Kelly'ego mamy termin
realizm prawny i tego terminu się trzymam, mniejsza teraz o to, z jakich względów). Istotę koncepcji określanej mianem realizmu prawnego pięknie wyłożył sędzia Oliver Wendell Holmes, który między innymi trzydzieści lat był sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. No i ten Holmes w roku 1897 opublikował w
Harvard Law Review artykuł zatytułowany
Path of the Law, w którym pisze, że aby zrozumieć to, czym prawo jest naprawdę, trzeba postawić się w położenie jakiegoś hipotetycznego złego człowieka, któremu grozi proces. Holmes pisze:
Weźmy zasadniczą kwestię, czym jest prawo. Znajdziemy autorów, którzy twierdzą, że jest to coś innego niż rozstrzygnięcia sądów w Massachusetts lub w Anglii, że jest to racjonalny system, że są to konkluzje wysnute z etyki lub przyjętych założeń, które mogą, lub nie, pokrywać się z rozstrzygnięciami. Lecz jeśli przyjmiemy punkt widzenia naszego przyjaciela, złego człowieka, stwierdzimy, że zupełnie nie interesują go założenia czy konkluzje, lecz tym, czego naprawdę jest on ciekaw, jest to, co faktycznie może uczynić sąd w Massachusetts lub w Anglii. Podzielam jego podejście. Przewidywania dotyczące tego, jak rzeczywiście postąpi sąd - i nic ponadto - są tym, co rozumiem pod pojęciem prawa.
W innym miejscu tego tekstu Holmes stwierdza, że przedmiotem nauki prawa najzwyczajniej w świecie jest tylko przewidywanie tego, kiedy siła publiczna zostanie użyta poprzez instrument, jakim są sądy.
Gdyby metodologię opisywaną przez Holmesa rozszerzyć na inne obszary, niż tylko sądy, to trzeba stwierdzić, że sytuacja w Polsce jest prosta. Niezależnie od tego, co powie Halicki czy Tusk, niezależnie od tego, że jak
stwierdził Nałęcz, Komorowski informację o tym, że ABW napadła na studenta przyjął ze zdziwieniem, niezależnie od wszystkiego innego, nasz hipotetyczny zły człowiek, o ile nie jest idiotą, wie, że za wywieszanie na meczach transparentów antyrządowych stadiony są zamykane, że ABW wpada do chałupy studenta w sprawie strony internetowej, że za eksponowanie antyrządowych haseł dostaje się mandaty, że policja zatrzymuje ludzi za antyrządowe napisy na transparentach. To są fakty.
I jeszcze wyjaśnienie dla ciotek Matyld - w żadnym miejscu swego tekstu niczego nie oceniam, nie opowiadam się za którąkolwiek ze stron, nie mówię, że istnieje prawo naturalne albo że nie istnieje, nie piszę o tym, jakie prawo moim zdaniem powinno być, a jakie nie. Nic z tych rzeczy nie robię, a jedynie co robię, co stwierdzam, że w Polsce Tuska za wywieszanie na meczach transparentów antyrządowych stadiony są zamykane, że ABW wpada do chałupy studenta w sprawie strony internetowej, że za eksponowanie antyrządowych haseł dostaje się mandaty, że policja zatrzymuje ludzi za antyrządowe napisy na transparentach. Powtarzam - stwierdzam tylko, że to wszystko są fakty. I gdyby ktoś chciał się ze mną pokłócić, niezależnie od tego, w jakim stopniu jest ciotką Matyldą, nie może pokłócić się ze mną, tylko musi kłócić się z faktami. Moim zdaniem parę milionów dorosłych ludzi to właśnie robi - kłóci się z faktami.