Na dzisiejszych obradach komisji hazardowej pokazało się, jakich wałków narobił Sekuła. Nie chce mi się opisywać tych wałków, bo jest tego za dużo. O komisji, a osobliwie o Sekule pisałem nie raz, a poza tym jest Net i jest telewizja, zatem kto chce, to wie, co się w tej komisji wyprawia. Moim zdaniem cała ta komisja pokazuje idealnie sposób działania ekipy Tuska. Właśnie Stefaniuk mówi, żeby nie głosować tego gniota Sekuły, a jak już Stefaniuk zgadza się z Kempą i Arłukowiczem w tej kwestii, to znaczy, że Sekuła zafundował nam niezły cyrk - tak, zafundował NAM, bo my jesteśmy lud, czyli suweren, któremu posłowie służą :-)) A już idealnie PO-owski sznyt zaprezentował Neuman, który po tym, jak już Sekuła został zupełnie zdemolowany przez Arłukowicza, Kempę i Biuro Legislacyjne Sejmu, zaproponował, żeby zrobić przerwę i dogadać się w kwestii tego, co robić dalej, bez kamer. Super - bez kamer!
statsy
piątek, 30 lipca 2010
środa, 21 lipca 2010
"Demokracja" i partyjniaki
Oglądam sobie posiedzenie komisji hazardowej. Jaja są nie z tej ziemi. Nie tyle chodzi o to, że Sekuła robi w tej komisji różne wałki - takich wałków w "demokracji" są miliony. Jaja polegają na tym, że rzecz jest transmitowana przez telewizję i ludzie mogą sobie te wałki oglądać.
Oto Arłukowicz zrobił dzisiaj Sekule dziurę w dupie. Sekuła bowiem raz dwa chce napisać raport końcowy i przedstawił stosowny projekt. Ale Arłukowicz wykazał, że Sekuła oparł się na zeznaniach, które przez świadków nie zostały podpisane. Zeznań nie podpisali m.in. Jarosław Kaczyński, Wosik, Drzewiecki., Szejfneld. Chyba ponad dziesięciu świadków nie podpisało jeszcze swoich zeznań. Arłukowicz pyta sekretariat, kiedy zostało wysłane pismo ponaglające do Jarosława Kaczyńskiego, na co sekretariat odpowiada, że oni z JarKaczem sprawę dogadywali przez telefon. Arłukowicz się upiera i pyta, kiedy zostało wysłane pismo, a sekretariat odpowiada, że nie wie :-))) Arłukowicz wykazał też, że Sobiesiak swoje zeznania zmienił i to wtedy, gdy przebywał w USA, a Sekuła, wbrew przepisom, nie poinformował o tym członków komisji.
Arłukowicz robi taki fajny myk. Wywija projektem sprawozdania napisanym przez Sekułę. Na kartkach ponalepiał kolorowe karteczki i wyjaśnił, że te różowe karteczki to takie mniejsze błędy, a karteczki żółte to błędy grube jak cholera. Sekuła kombinuje jak umie, ale nie jest w stanie dać odporu Arłukowiczowi.
***
Cała ta bajka o demokracji opiera się na tym, że jest jakieś prawo, które musi być przestrzegane, że mamy władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, że suweren, czyli lud, ma prawo do informacji itd. Bajka o demokracji mówi nam, że lud, czyli suweren, kontroluje władzę, którą są wybrani przez lud przedstawiciele. W praktyce wygląda to tak, że cała ta demokracja opiera się na kontrolowaniu ludzi - stąd podatek dochodowy, kasy fiskalne itd. Państwo zmusza ludzi do tego, żeby ludzie opowiadali się przed urzędnikami z tego, ile i gdzie zarobili. Państwo zmusza ludzi do tego, żeby ludzie opowiadali się przed państwem z tego, że np. 17 czerwca 2010 w swoim sklepie sprzedali komuś 52 deko mintaja. W "demokracji" nie da się nie kontrolować ludzi, przy czym ta kontrola jest coraz szersza i coraz głębsza - rzeczy zmierzają w stronę budowania Panoptikonu i trzeba być debilem, żeby tego nie widzieć.
***
Dzisiaj mamy klasyczny przykład tego, jak partyjniaki będące akurat u władzy (teraz tymi partyjniakami są chłopcy i dziewczęta z PO i mnie ich nie szkoda, bo nikt nikomu nie kazał brać udziału w całym tym syfie) traktują "demokrację". Partyjniaki z PO pokazują urbi et orbi, w jaki sposób pojmują prawo. Partyjniaki z PO pokazują urbi et orbi, w jakim poważaniu mają wymogi "demokratyczne". Pomyślcie - przecież w komisji jest trzech gostków z PO. Do tego jest Stefaniuk z PSL i Arłukowicz z SLD. Nie ma bata - partyjniaki z PO zawsze uzbierają sobie te cztery potrzebne im głosy i napiszą taki raport, jaki chcą - jak zechcą to napiszą, że uczestnikami afery hazardowej byli JarKacz, Henryk kardynał Gulbinowicz, Bronisław Wildstein i św. Tomasz z Akwinu. Mogą napisać taki raport - przegłosują go sobie i kto im co zrobi? Dlaczego zatem nie spełnili nawet wymogów formalnych, choćby po to, żeby podtrzymać mit o "demokracji", którym karmią lud będący suwerenem?
Oto Arłukowicz zrobił dzisiaj Sekule dziurę w dupie. Sekuła bowiem raz dwa chce napisać raport końcowy i przedstawił stosowny projekt. Ale Arłukowicz wykazał, że Sekuła oparł się na zeznaniach, które przez świadków nie zostały podpisane. Zeznań nie podpisali m.in. Jarosław Kaczyński, Wosik, Drzewiecki., Szejfneld. Chyba ponad dziesięciu świadków nie podpisało jeszcze swoich zeznań. Arłukowicz pyta sekretariat, kiedy zostało wysłane pismo ponaglające do Jarosława Kaczyńskiego, na co sekretariat odpowiada, że oni z JarKaczem sprawę dogadywali przez telefon. Arłukowicz się upiera i pyta, kiedy zostało wysłane pismo, a sekretariat odpowiada, że nie wie :-))) Arłukowicz wykazał też, że Sobiesiak swoje zeznania zmienił i to wtedy, gdy przebywał w USA, a Sekuła, wbrew przepisom, nie poinformował o tym członków komisji.
Arłukowicz robi taki fajny myk. Wywija projektem sprawozdania napisanym przez Sekułę. Na kartkach ponalepiał kolorowe karteczki i wyjaśnił, że te różowe karteczki to takie mniejsze błędy, a karteczki żółte to błędy grube jak cholera. Sekuła kombinuje jak umie, ale nie jest w stanie dać odporu Arłukowiczowi.
***
Cała ta bajka o demokracji opiera się na tym, że jest jakieś prawo, które musi być przestrzegane, że mamy władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, że suweren, czyli lud, ma prawo do informacji itd. Bajka o demokracji mówi nam, że lud, czyli suweren, kontroluje władzę, którą są wybrani przez lud przedstawiciele. W praktyce wygląda to tak, że cała ta demokracja opiera się na kontrolowaniu ludzi - stąd podatek dochodowy, kasy fiskalne itd. Państwo zmusza ludzi do tego, żeby ludzie opowiadali się przed urzędnikami z tego, ile i gdzie zarobili. Państwo zmusza ludzi do tego, żeby ludzie opowiadali się przed państwem z tego, że np. 17 czerwca 2010 w swoim sklepie sprzedali komuś 52 deko mintaja. W "demokracji" nie da się nie kontrolować ludzi, przy czym ta kontrola jest coraz szersza i coraz głębsza - rzeczy zmierzają w stronę budowania Panoptikonu i trzeba być debilem, żeby tego nie widzieć.
***
Dzisiaj mamy klasyczny przykład tego, jak partyjniaki będące akurat u władzy (teraz tymi partyjniakami są chłopcy i dziewczęta z PO i mnie ich nie szkoda, bo nikt nikomu nie kazał brać udziału w całym tym syfie) traktują "demokrację". Partyjniaki z PO pokazują urbi et orbi, w jaki sposób pojmują prawo. Partyjniaki z PO pokazują urbi et orbi, w jakim poważaniu mają wymogi "demokratyczne". Pomyślcie - przecież w komisji jest trzech gostków z PO. Do tego jest Stefaniuk z PSL i Arłukowicz z SLD. Nie ma bata - partyjniaki z PO zawsze uzbierają sobie te cztery potrzebne im głosy i napiszą taki raport, jaki chcą - jak zechcą to napiszą, że uczestnikami afery hazardowej byli JarKacz, Henryk kardynał Gulbinowicz, Bronisław Wildstein i św. Tomasz z Akwinu. Mogą napisać taki raport - przegłosują go sobie i kto im co zrobi? Dlaczego zatem nie spełnili nawet wymogów formalnych, choćby po to, żeby podtrzymać mit o "demokracji", którym karmią lud będący suwerenem?
wtorek, 20 lipca 2010
Kwik
Miałem dzisiaj dzień odpocznienia, przynajmniej kawałek dnia, no to sobie tv załączyłem. A tam wszędzie gadają o tym zespole parlamentarnym do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. PiS taki zespół założył. W tv jeden wielki kwik. Partyjniaki kwiczą w TVP INFO, w Polsat News i w TVN24. W TVN24 kwiczą też niezależni dziennikarze. Nieco mniej kwiczą niezależni dziennikarze w Polsat News, a najmniej kwiczą niezależni dziennikarze w TVP INFO. Ale to jest fajny kwik :-) - że do dupy ten zespół, że po co on jest, że Macierewicz to szaleniec itd. Ktoś wie dlaczego ten kwik aż taki wielki jest? Co niby komu szkodzi, że PiS sobie zespół powołał? Ja nie wiem, bo z bieżączką do tyłu jestem.
Jezu - zlituj się!
Janusz Korwin-Mikke ilustrując tezę, że socjalizm to jest ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nie znane w żadnym innym ustroju, wymienia niektóre z problemów, którymi państwo socjalistyczne się zajmuje. Oto te problemy: W jakim wieku można przechodzić na emeryturę? Czy w szkołach ma być religia? Czy w szkołach uczyć o homosiach - i jak? Ile dopłacać do kolei? Jak prywatyzować stocznie? Jak długi powinien był urlop górnika? Ile powinna wynosić dopłata do biopaliw? Kto powinien wydawać koncesje na przewozy towarów ciężarówkami? Czy soboty powinny być wolne? Kto ma być prezesem TVP? Ile ciepła mogą przepuszczać ściany domów? Kiedy przejść na "czas zimowy"? Czy do zapłodnień in vitro dopłacać tylko małżeństwom? Ile powinno wynosić stypendium sportowe II stopnia? Kogo powinien Minister Kultury mianować dyrektorem Opery? W jakim wieku dzieci winny iść do szkoły...
Kiedyś gadałem z nameste o Richardzie Dawkinsie i nameste napisał, że jego zdaniem Dawkins żałuje tych wszystkich durnych teistów, bo oni zamiast rozwijać się i rozwijać swoje człowieczeństwo, wierzą w jakieś pierdoły, w związku z czym marnują swoje życie. OK, Dawkins żałuje teistów - daj mu Boże zdrowie, bo chłop ładnie pisze o całej tej ewolucji. A mnie się płakać chce, kiedy widzę cały ten jebany syf, w którym ludzie traktowani są jak zwierzęta. Tutaj jest mój tekst mniej więcej na ten sam temat.
Ile powinna wynosić dopłata do biopaliw, ile ciepła mogą przepuszczać ściany domów... Jezu - zlituj się nad nami wszystkimi!
Kiedyś gadałem z nameste o Richardzie Dawkinsie i nameste napisał, że jego zdaniem Dawkins żałuje tych wszystkich durnych teistów, bo oni zamiast rozwijać się i rozwijać swoje człowieczeństwo, wierzą w jakieś pierdoły, w związku z czym marnują swoje życie. OK, Dawkins żałuje teistów - daj mu Boże zdrowie, bo chłop ładnie pisze o całej tej ewolucji. A mnie się płakać chce, kiedy widzę cały ten jebany syf, w którym ludzie traktowani są jak zwierzęta. Tutaj jest mój tekst mniej więcej na ten sam temat.
Ile powinna wynosić dopłata do biopaliw, ile ciepła mogą przepuszczać ściany domów... Jezu - zlituj się nad nami wszystkimi!
sobota, 17 lipca 2010
Mężczyźni XXI wieku
Oto Indianin:
fotka stąd:
Tutaj Papuasi:
fotka stąd:
A oto Masajowie:
fotka stąd:
I wreszcie geje:
fotka stąd:
fotka stąd:
Indianie, Papuasi oraz Masajowie są zacofani. Nie uprawiają demokracji, wierzą w czary, oddają część bóstwom. Geje są bardzo nowocześni, nawet postnowocześni. Na dodatek propagują tolerancję. Są racjonalni do szpiku kości - po prostu mężczyźni XXI wieku.
piątek, 16 lipca 2010
Newsy z Rosji
Tutaj jest filmik o tym, jak to w Rosji podczas wykonywania egzorcyzmu zmarło czteroletnie dziecko. Egzorcyzmu dokonywała jakaś znachorka, która zawodowo zajmowała się leczeniem swoich krewnych z cukrzycy i innych dolegliwości. No cóż, smutna sprawa, ale tak właśnie jest, kiedy ludzie biorą się za robotę, do której nie mają przygotowania - od egzorcyzmów są katoliccy duchowni oraz indiańscy czarownicy, a nie ruskie znachorki.
***
A znowu tutaj piszą o tym, że w syberyjskim jeziorze Czany grasuje jakaś groźna bestia, która zamordowała już 19 ludzi. Bestię widziało wielu rybaków, a Władimir Gołyszew, lat 60, utrzymuje, że ostatnią ofiarą potwora jest przyjaciel Gołyszewa, 59-letni rybak. A znowu to, jak bestia porwała i wciągnęła pod wodę Michaiła Doronina, żołnierza ruskiej armii, widziała 80-letnia babcia.
Nie ma chuja na Mariolokę we wsi - doniesienia o bestii z jeziora Czany muszą być prawdziwe - w końcu rzecz dotyczy Rosji, a Rosja to najprawdziwsze państwo na świecie.
***
A znowu tutaj piszą o tym, że w syberyjskim jeziorze Czany grasuje jakaś groźna bestia, która zamordowała już 19 ludzi. Bestię widziało wielu rybaków, a Władimir Gołyszew, lat 60, utrzymuje, że ostatnią ofiarą potwora jest przyjaciel Gołyszewa, 59-letni rybak. A znowu to, jak bestia porwała i wciągnęła pod wodę Michaiła Doronina, żołnierza ruskiej armii, widziała 80-letnia babcia.
Nie ma chuja na Mariolokę we wsi - doniesienia o bestii z jeziora Czany muszą być prawdziwe - w końcu rzecz dotyczy Rosji, a Rosja to najprawdziwsze państwo na świecie.
czwartek, 15 lipca 2010
Czarne skrzynki Watykanu
Małe i głupie dzieci robią tak, że podczas zabawy w szukanie misia chowają misia, dajmy na to, do szafy, po czym mówią do kolegów: - Szukajcie misia, ale misia na pewno nie ma w szafie. Tak robią dzieci małe i głupie, bo dzieci małe i niegłupie tak nie robią.
Jak jakiś niekumaty Waldek najebie się w knajpie sześcioma piwami, to chcąc, żeby żona nie wyczuła piwska, ładuje w siebie sześć miętówek, które walą dziesięć razy mocniej niż te wypite browary.
Jakby ktoś chciał napisać satyrę na cały ten cyrk związany z nagraniami z czarnych skrzynek samolotu, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, to chyba nie mógłby wymyślić nic lepszego niż taki greps, że oto polscy specjaliści odkryli, iż kapitan samolotu powiada: - Jak nie wyląduję to mnie/nas zabije/zabiją!
Ci, którzy wymyślili, że specjaliści zdołali odsłuchać to, co niektóre mainstreamowe, opiniotwórcze oraz niezależne media opublikowały, nie pomyśleli, że słowa kapitana samolotu można interpretować i tak, że kapitan uznał, iż jedynym ratunkiem przed zestrzeleniem samolotu jest szybkie lądowanie. Taki zonk.
Kiedyś zapytano Bertranda Russella o to, czy jest coś takiego, co mogłoby go przekonać do tego, że Pan Bóg istnieje. Russell odpowiedział, że jakby tak usłyszał jakiś głos z przestworzy, który mu powie dokładnie to, co zdarzy się w ciągu 24 godzin i to by się sprawdziło, to on, Bertrand Russell, uwierzyłby przynajmniej w jakąś potężną pozaziemską inteligencję.
Wyobraźmy sobie teraz, że Watykan dowiedział się o tej wypowiedzi Russella i zaprosił filozofa na spotkanie z Bogiem. Powiedzmy, że wyglądałoby to tak, iż papież proponuje Russellowi wejście do pustej bazyliki św. Piotra i zapewnia, że dostał cynę od Pana Boga i że Bóg obiecuje odezwać się do Bertranda Russella. Russell leci do Watykanu, witają go kardynałowie i prowadzą do papieża, który czeka z wystawną kolacją. Po kolacji Russell wchodzi do bazyliki św. Piotra. Cały świat wstrzymuje oddech - wszyscy czekają na relację Russella. Mija godzina i nic. Po dwóch godzinach także nic. Nie ma żadnych wiadomości na temat tego, czy Russell z Panem Bogiem pogadał, czy też nie. Wreszcie wieczorem, tuż po nieszporach, Watykan w oficjalnym komunikacie ogłasza, że pan Bertrand Russell usłyszał głos Boga, ale z wrażenia dostał zawału serca i umarł.
Premier Wielkiej Brytanii udaje się do Watykanu, gdzie spotyka się z najwyższymi hierarchami, po czym na konferencji prasowej informuje, że w sprawie śmierci Bertranda Russella będzie przeprowadzone śledztwo - oczywiście przez stronę Watykańską, co każdy powinien przyjąć ze zrozumieniem, albowiem Wielkiej Brytanii najbardziej zależy na dwóch rzeczach - mistrzostwie świata w piłce nożnej i zacieśnieniu dobrych stosunków z Watykanem.
Po trzech miesiącach od śmierci Russella Watykan publikuje dźwiękowy zapis tego, co działo się w bazylice św. Piotra podczas wizyty w tej świątyni wielkiego filozofa. Cały świat słucha z przejęciem potężnego basu, który mówi: - Bertrandzie Russellu, synu mój, oto, co się dzisiaj wydarzy. Przede wszystkim w 17. kolejce ligi angielskiej w nogę Southampton sensacyjnie zwycięży na Old Trafford Manchester United, a bramkę w 87. minucie zdobędzie Allan Wilcox. Będzie to gol zdobyty ze spalonego, ale sędzia liniowy da dupy, pozycji spalonej nie zauważy i bramka zostanie uznana. A wieczorem Carnap zadzwoni do Poppera i znowu się pokłócą o metodologię, czy o co oni się tam kłócą. I wreszcie w nocy, angielskiej nocy, boć przecie nie amerykańskiej, Chicago Bulls dostaną baty od Boston Celtics, a Kevin Southgate ustrzeli triple-double: 17 punktów, 11 asyst i 14 zbiórek.
Takie oto nagranie przedstawiłby Watykan. Pytam: kto uwierzyłby, że to nagranie rzeczywiście jest nagraniem słów, które dobry Bóg głębokim basem wypowiedział do Bertranda Russella?
Jak jakiś niekumaty Waldek najebie się w knajpie sześcioma piwami, to chcąc, żeby żona nie wyczuła piwska, ładuje w siebie sześć miętówek, które walą dziesięć razy mocniej niż te wypite browary.
Jakby ktoś chciał napisać satyrę na cały ten cyrk związany z nagraniami z czarnych skrzynek samolotu, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem, to chyba nie mógłby wymyślić nic lepszego niż taki greps, że oto polscy specjaliści odkryli, iż kapitan samolotu powiada: - Jak nie wyląduję to mnie/nas zabije/zabiją!
Ci, którzy wymyślili, że specjaliści zdołali odsłuchać to, co niektóre mainstreamowe, opiniotwórcze oraz niezależne media opublikowały, nie pomyśleli, że słowa kapitana samolotu można interpretować i tak, że kapitan uznał, iż jedynym ratunkiem przed zestrzeleniem samolotu jest szybkie lądowanie. Taki zonk.
Kiedyś zapytano Bertranda Russella o to, czy jest coś takiego, co mogłoby go przekonać do tego, że Pan Bóg istnieje. Russell odpowiedział, że jakby tak usłyszał jakiś głos z przestworzy, który mu powie dokładnie to, co zdarzy się w ciągu 24 godzin i to by się sprawdziło, to on, Bertrand Russell, uwierzyłby przynajmniej w jakąś potężną pozaziemską inteligencję.
Wyobraźmy sobie teraz, że Watykan dowiedział się o tej wypowiedzi Russella i zaprosił filozofa na spotkanie z Bogiem. Powiedzmy, że wyglądałoby to tak, iż papież proponuje Russellowi wejście do pustej bazyliki św. Piotra i zapewnia, że dostał cynę od Pana Boga i że Bóg obiecuje odezwać się do Bertranda Russella. Russell leci do Watykanu, witają go kardynałowie i prowadzą do papieża, który czeka z wystawną kolacją. Po kolacji Russell wchodzi do bazyliki św. Piotra. Cały świat wstrzymuje oddech - wszyscy czekają na relację Russella. Mija godzina i nic. Po dwóch godzinach także nic. Nie ma żadnych wiadomości na temat tego, czy Russell z Panem Bogiem pogadał, czy też nie. Wreszcie wieczorem, tuż po nieszporach, Watykan w oficjalnym komunikacie ogłasza, że pan Bertrand Russell usłyszał głos Boga, ale z wrażenia dostał zawału serca i umarł.
Premier Wielkiej Brytanii udaje się do Watykanu, gdzie spotyka się z najwyższymi hierarchami, po czym na konferencji prasowej informuje, że w sprawie śmierci Bertranda Russella będzie przeprowadzone śledztwo - oczywiście przez stronę Watykańską, co każdy powinien przyjąć ze zrozumieniem, albowiem Wielkiej Brytanii najbardziej zależy na dwóch rzeczach - mistrzostwie świata w piłce nożnej i zacieśnieniu dobrych stosunków z Watykanem.
Po trzech miesiącach od śmierci Russella Watykan publikuje dźwiękowy zapis tego, co działo się w bazylice św. Piotra podczas wizyty w tej świątyni wielkiego filozofa. Cały świat słucha z przejęciem potężnego basu, który mówi: - Bertrandzie Russellu, synu mój, oto, co się dzisiaj wydarzy. Przede wszystkim w 17. kolejce ligi angielskiej w nogę Southampton sensacyjnie zwycięży na Old Trafford Manchester United, a bramkę w 87. minucie zdobędzie Allan Wilcox. Będzie to gol zdobyty ze spalonego, ale sędzia liniowy da dupy, pozycji spalonej nie zauważy i bramka zostanie uznana. A wieczorem Carnap zadzwoni do Poppera i znowu się pokłócą o metodologię, czy o co oni się tam kłócą. I wreszcie w nocy, angielskiej nocy, boć przecie nie amerykańskiej, Chicago Bulls dostaną baty od Boston Celtics, a Kevin Southgate ustrzeli triple-double: 17 punktów, 11 asyst i 14 zbiórek.
Takie oto nagranie przedstawiłby Watykan. Pytam: kto uwierzyłby, że to nagranie rzeczywiście jest nagraniem słów, które dobry Bóg głębokim basem wypowiedział do Bertranda Russella?
Subskrybuj:
Posty (Atom)




