Tego, że król jest lepszy od polityków zapierdalających na etacie państwowym może nie rozumieć tylko ciotka Matylda. Człowiek kumaty raz dwa załapie, o co chodzi z tymi wybieralnymi w "demokratycznych" wyborach politykami, ale ciotka Matylda kumata nie jest, więc nie łapie. Możesz ciotce Matyldzie powiedzieć o Gerhardzie Schröderze, który najpierw robił jako kanclerz Niemiec, który pod koniec kadencji podpisał z Ruskimi umowę o budowie Gazociągu Północnego i który po tym, jak mu się skończyła państwowa robota dostał fuchę w radzie nadzorczej Nord Streamu, ale ciotka Matylda i tak nie skojarzy faktów i nie wyciągnie zasadnych wniosków.
Teraz postawię dość śmiałą jak na libertarianina tezę :-)) że socjalizm w wersji takiej, która wyklucza mordowanie ludzi za byle co, na przykład mordowanie opozycyjnych polityków, studenckich krzykaczy, czy upierdliwych dziennikarzy, jest lepszy od systemu, w którym władzę sprawują marionetki sterowane przez prywatny biznes, przy czym chodzi o zły prywatny biznes, bo dobry prywatny biznes nie musi robić ludzi w chuja i posługiwać się marionetkami. Zanim stwierdzicie, że wyrusa całkiem pojebało, poczytajcie dalej. O prywatyzowaniu państwa, prywatyzowaniu na zły sposób, kapitalnie mówi Naomi Klein w książce Doktryna szoku. Wiele razy pisałem o tej książce, uznając, że Klein stawia znakomite diagnozy, ale proponuje beznadziejną kurację i nie będę się powtarzał. Gdyby ktoś nie czytał dzieła Klein, a chciał na cito połapać, o czym gadam, to niech sobie zanalizuje to, co w Polsce robi PO i raz dwa będzie wiedział, o co mi idzie.
Problem z ciotkami Matyldami polega na tym, że one nie rozumieją, iż dzisiaj w wielu przypadkach nie rządzą żadne rządy. Rządy bardzo często są li tylko narzędziem w rękach poważnych graczy - już to rodzin, już to korporacji. A czasami służb, co jest najgorsze, bo służby są prymitywne, w związku z czym interesy przez nie robione też są prymitywne. Służby nigdy nie wejdą na salony, ale zdają sobie z tego sprawę - rozumieją, że aby istnieć muszą kłamać i zabijać. Służby mogą nawet czasami ubrać się we frak, ale i tak najlepiej czują się wtedy, kiedy mogą napierdolić się biełuchą zagryzaną ogórami.
Rodziny i korporacje to co innego. To jest ekstraklasa. Weźmy takich Rotszyldów. Ja poznałem tylko jednego Rotszylda, ale nie gadałem z nim o rzeczach, o których teraz piszę, tylko całymi dniami grałem z nim w szachy, piłem najlepsze alkohole i rozprawiałem o filozofii. Właśnie tak - o filozofii. Ale czytałem o Rotszyldach. Paul Johnson w książce Historia Żydów pisze tak:
Byli niezwykłą rodziną; udało im się uczynić równocześnie cztery trudne, a często sprzeczne ze sobą rzeczy: zdobyć niezmierne bogactwo szybko i uczciwie; rozlokować je szeroko, zachowując zaufanie wielu rządów; osiągać ciągle ogromne dochody i wydawać je bez wzbudzania szerokiego antagonizmu; pozostać Żydami według prawa i - po większej części - również w duchu. Nigdy Żydzi nie zarobili więcej pieniędzy, nigdy nie wydawali ich bardziej ekscentrycznie i nigdy nie pozostawali bardziej popularni.
Słuchajcie, taki Lionel Rotszyld, ojciec Nathana, gubernatora Buckinghamshire i pierwszego lorda, potrafił odmówić pożyczki ruskiemu rządowi, bo uważał go za antysemicki, rezygnując tym samym z zysku w kwocie dwóch milionów funtów, przy czym mówimy o dwóch milionach ponad sto lat temu. Fajne? Pewnie, że fajne, ale przeczytajcie ten oto cytat z Johnsona:
Rotszyldowie byli ogólnie lubiani w Anglii, nie dlatego, że posiadali zwycięską stajnię koni wyścigowych, ale dlatego, że nigdy nie powściągnęli koniom wodzy.
Czy libertarianin może znaleźć piękniejsze słowa?
Dobra, ale po co ja to wszystko piszę? Ano po to, żeby powiedzieć jedną, oczywistą rzecz, a mianowicie, że - jak powiada mój kumpel uprawiający jakiś tam sport walki - prawdziwa siła techniki się nie boi. OK, ale co z tego wynika? Otóż z tego wynika ni mniej ni więcej, tylko to, że ZAWSZE, w OSTATECZNYM ROZRACHUNKU wszystko opiera się na policji i jedyne o co chodzi w tej dyscyplinie sportu to o to, żeby policja BYŁA NASZA.
Teraz postawię dość śmiałą jak na libertarianina tezę :-)) że socjalizm w wersji takiej, która wyklucza mordowanie ludzi za byle co, na przykład mordowanie opozycyjnych polityków, studenckich krzykaczy, czy upierdliwych dziennikarzy, jest lepszy od systemu, w którym władzę sprawują marionetki sterowane przez prywatny biznes, przy czym chodzi o zły prywatny biznes, bo dobry prywatny biznes nie musi robić ludzi w chuja i posługiwać się marionetkami. Zanim stwierdzicie, że wyrusa całkiem pojebało, poczytajcie dalej. O prywatyzowaniu państwa, prywatyzowaniu na zły sposób, kapitalnie mówi Naomi Klein w książce Doktryna szoku. Wiele razy pisałem o tej książce, uznając, że Klein stawia znakomite diagnozy, ale proponuje beznadziejną kurację i nie będę się powtarzał. Gdyby ktoś nie czytał dzieła Klein, a chciał na cito połapać, o czym gadam, to niech sobie zanalizuje to, co w Polsce robi PO i raz dwa będzie wiedział, o co mi idzie.
Problem z ciotkami Matyldami polega na tym, że one nie rozumieją, iż dzisiaj w wielu przypadkach nie rządzą żadne rządy. Rządy bardzo często są li tylko narzędziem w rękach poważnych graczy - już to rodzin, już to korporacji. A czasami służb, co jest najgorsze, bo służby są prymitywne, w związku z czym interesy przez nie robione też są prymitywne. Służby nigdy nie wejdą na salony, ale zdają sobie z tego sprawę - rozumieją, że aby istnieć muszą kłamać i zabijać. Służby mogą nawet czasami ubrać się we frak, ale i tak najlepiej czują się wtedy, kiedy mogą napierdolić się biełuchą zagryzaną ogórami.
Rodziny i korporacje to co innego. To jest ekstraklasa. Weźmy takich Rotszyldów. Ja poznałem tylko jednego Rotszylda, ale nie gadałem z nim o rzeczach, o których teraz piszę, tylko całymi dniami grałem z nim w szachy, piłem najlepsze alkohole i rozprawiałem o filozofii. Właśnie tak - o filozofii. Ale czytałem o Rotszyldach. Paul Johnson w książce Historia Żydów pisze tak:
Byli niezwykłą rodziną; udało im się uczynić równocześnie cztery trudne, a często sprzeczne ze sobą rzeczy: zdobyć niezmierne bogactwo szybko i uczciwie; rozlokować je szeroko, zachowując zaufanie wielu rządów; osiągać ciągle ogromne dochody i wydawać je bez wzbudzania szerokiego antagonizmu; pozostać Żydami według prawa i - po większej części - również w duchu. Nigdy Żydzi nie zarobili więcej pieniędzy, nigdy nie wydawali ich bardziej ekscentrycznie i nigdy nie pozostawali bardziej popularni.
Słuchajcie, taki Lionel Rotszyld, ojciec Nathana, gubernatora Buckinghamshire i pierwszego lorda, potrafił odmówić pożyczki ruskiemu rządowi, bo uważał go za antysemicki, rezygnując tym samym z zysku w kwocie dwóch milionów funtów, przy czym mówimy o dwóch milionach ponad sto lat temu. Fajne? Pewnie, że fajne, ale przeczytajcie ten oto cytat z Johnsona:
Rotszyldowie byli ogólnie lubiani w Anglii, nie dlatego, że posiadali zwycięską stajnię koni wyścigowych, ale dlatego, że nigdy nie powściągnęli koniom wodzy.
Czy libertarianin może znaleźć piękniejsze słowa?
Dobra, ale po co ja to wszystko piszę? Ano po to, żeby powiedzieć jedną, oczywistą rzecz, a mianowicie, że - jak powiada mój kumpel uprawiający jakiś tam sport walki - prawdziwa siła techniki się nie boi. OK, ale co z tego wynika? Otóż z tego wynika ni mniej ni więcej, tylko to, że ZAWSZE, w OSTATECZNYM ROZRACHUNKU wszystko opiera się na policji i jedyne o co chodzi w tej dyscyplinie sportu to o to, żeby policja BYŁA NASZA.
